piątek, 11 marca 2011

Wodospady Iguazu

10.03

Buenas tardes! Coz za cudowny dzien za nami! W koncu zaczyna sie robic tak jak nam sie marzylo od poczatku! Wczoraj zwiedzilismy Cataratas Iguacu od strony brazyliskiej, dzis od strony argentynskiej. Wczoraj po meczacej podrozy autokarem, zdecydowalismy sie ruszyc jeszcze na zwiedzanie wodospadow. I choc ze strony brazylijskiej nie byly one tak imponujace, bylo warto, bo mielismy szerszy obraz tego jak wygladaja. Strona argentynska jest bardziej namacalna. Z bliska mozna obejrzec kazdy z wodospadow. Do tego jest juz bardziej turystyczna. Jest czysciutko, zbudowanych jest mnostwo kladek ktorymi mozna spacerowac wzdluz calego kompleksu. Tam mozna rowniez wybrac sie na przejazdzke wielkm pontonem, czego rzecz jasna nie moglismy sobie odmowic. Zabrali nas w kamizelkach ratunkowych pod sam wodospad i potrzymali nas chwile pod nurtem wody. Byly krzyki, bylo mokro i bardzo wesolo :-). Nie udalo nam sie jednak obejrzec z bliska najwiekszego z wodospadow Gargantua del Diablo, bo zamkneli dostep do niego tuz przed naszym nosem.
Wczorajszy wieczor spedzilismy wloczac sie po Puerto Iguazu. Trafilismy do super knajpki z dala od szlaku turystycznego, gdzie zjedlismy tzw picadas (kilka przekasek na jednym talerzu - taka nasza zagrycha ;) do tego male piwko. Bajka! Na koniec zamowilismy po kieliszeczku Ferneta (mocny likier ziolowy). Wlasciciel, z ktorym sobie milo rozmawialismy, postanowil nam zrobic niespodzianke i przyniosl nam dwie szklaneczki po 250 ml kazda - na jego koszt. Zrobil nam sie troche glupio, bo nie mielismy w planach pijanstwa i zostawilismy wiekszosc napitku.
W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na rewelacyjne lody, wlasnej produkcji. Jedzac je siedzielismy pod lodziarnia przy glownym skrzyzowaniu w miescie i patrzylismy jakimi zasadami kieruje sie tu ruch uliczny. Wyglada to tak: swiatla zmieniaja sie dla kazdego kierunku pojedynczo, zgodnie z zasada prawej strony. Umozliwia to bardzo latwy skret w lewo, bo nic nie jedzie z na przeciwka. Przez to mielismy na poczatku dylemat kiedy przechodzic przez droge, bo nie ma tu swiatel dla pieszych.

11.03

Hip hip hurray! Mamy w koncu dostep do internetu! Polaczenie jest bardzo kiepskie, wiec duzo czasu zajmuje nam wrzucenie jednego wpisu na blog. Dzis czeka nas kolejna dluga, bo 19 godzinna podroz autokarem do Buenos Aires. Tam zostaniemy ok 3-4 noce, a potem prawdopodobnie wsiadziemy w kolejny autokar do Ushuaii. Ta wyprawa bedzie chyba najdluzsza podczas calego naszego wyjazdu. Trwa 38 godzin...

Karnawal cd

6.03

Po wczorajszym melanzu nie ma juz sladu. Mimo iz muzyka niosla sie az do samego switu, rano wioska na nowo tetnila zyciem. Zmobilizowalismy sie do porannego joggingu widzac ze tutaj wdluz plazy biega kilka osob. Od rana mamy tez dosc przyjemna pogode. Jest ok 25C, nie pada i nie swieci slonce, wiec milo spedza sie czas na powietrzu. Meczaca jest jedynie duzo wilgoc ktora sprawa ze nic nie schnie a w pokoju kapie nam nawet z sufitu.
Wczorajsza impreza karnawalowa przybrala postac balu przebierancow, gdzie najwieksza frajde mialy z tego dzieci.. i mezczyzni. Faceci poprzebierali sie za rozowe baletnice - w komicznym wydaniu rzecz jasna. Wszyscy mieli takze rozowe badz platynowe blond peruki. Zebrani w grupe paradowali przez wioske zbierajac po drodze nowych uczestnikow. Ciagneli ze soba wielki wozek z agregatorem dzieki ktoremu mogli puszczac sambe i nawolywac przez mikrofon do wspolnej zabawy . Wielki wozek spelnial tez role mobilnej chlodziarki na alkohol, ktorego panom nie moglo zabraknac.
Z drugiej strony postawionej sceny ruszyla konkurencyjna grupa zapalencow samby. Bardziej grzeczna. Wsrod nich znalezli sie wszyscy poczawszy od malutkich dzieci na starszych mieszkancach wyspy skonczywszy... Mieli swoje bebenki, wspolne stroje i rowniez nawolywali do tanca. Na szczescie przestalo padac, wiec nic nie przeszkodzilo, aby wokol ustawionej sceny hucznie obchodzic koncowke karnawalu. Potrwa tu on jeszcze kilka dni.
Dzis mamy dzien luzu, zreszta jak wszystkie ostatnie dni ;-) . Zipamy sobie na hamaczku na drewnianym tarasie nad sama woda. Piotr sie rozciaga. Zaraz poszukamy miejsca gdzie bedziemy mogli wyslac ten wpis i wczorajszy. Wieczorem pojdziemy znow na plaze zobaczyc jak miejscowi bawia sie podczas karnawalu. Jutro chcemy jednak wyrwac sie stad mozliwie najwczesniej i zaczac prawdziwa podroz. Poki co, to jedno wielkie lenistwo ktore juz nas troche meczy... Tu nie ma nic do roboty, a wszyscy turysci (lacznie z nami) szwedaja sie z jednego konca plazy na drugi kilkakroc dla zabicia czasu. Taki baltycki kurorcik ;)
A wiec plan wyglada tak, ze jutro wracamy katamaranem do Anga dos Reis. Tam, zostajemy jedna noc. Potem o 8 rano jedziemy autopkiem do Rio, czekamy chwile na dworcu i w poludnie ruszamy autokarem do wodospadow Iguazu na granicy z Argentyna. Tam zostaniemy prawdopodobnie dwie noce, a nastepnie udamy sie takze autokarem prosto do Buenos Aires. Dalszy plan urodzi sie juz tam na miejscu...

Poczatek karnawalu

Udalo nam sie w koncu odnalezc miejsce z internetem, wiec uzupelnimy nasz blog o wpisy z dni kiedy nie moglismy tego zrobic.

5.03

Pierwszy dzien karnawalu rozpoczal sie nocna ulewa, ktora nie skonczyla sie do tej pory. Podobno ma tak byc do konca fiesty.
Wszyscy Brazylijczycy tutaj kursuja do sklepu i nosza zgrzewki piwa lub butelki wodki. Melanz zaczeli juz od rana, duzo osob spaceruje po Abraao z napojem alkoholowym w reku, mimo to widzielismy do tej pory tylko jednego lokalesa, ktory byl na ostrej bani. Na glownym placu juz wczoraj zostala ustawiona scena, teraz odbywaja sie ostatnie przygotowania i wieczorem start! Beda tez fajerwerki (dzisiaj rano byly probne wystrzaly i zastanawialismy sie czy to przyadkiem nie jakies zamieszki ;)
Ciekawi jestesmy czy padajacy deszcz nie ostudzi zapalu Canarinos do zabawy...

Angra/w drodze do Iguacu

8.03

Kolejny dzien bez internetu. Piszemy, aby pamietac kazdy dzien, lecz wielka szkoda ze nie mozemy na biezaco dzielic sie z Wami naszymi wrazeniami. Jestesmy teraz w drodze z Rio do Foz do Iguazu. Przejazd trwa w sumie cala dobe a za nami dopiero 1/5. Jednak podroz nie jest bardzo uciazliwa. Autokar ma duzo miejsca. Sa wygodne fotele, ktore rozkladaja sie prawie do poziomu i do tego jeszcze sa wygodne podnozki. Autobus staje co 4 godziny na przerwe w wypasionych kompleksach z mega iloscia lazienek, ogromna jadalnia (obsluga wlasna) i wielkim sklepem w ktorym jest wszystko, a w szczegolnosci akcesoria do uprzyjemniania podrozy. Najwieksza popularnoscia ciesza sie tu poduszki. Praktycznie kazdy podozujacy brazylijczyk lub argentynczyk wozi ze soba swoja wlasna, wielka poduszke. Mozna to bylo zaobserwowac rowniez na katamaranie ktorym plynelismy na Ihla Grande. Tak jest tez i teraz. I my takze nabylismy dzis swoja poduszeczke na droge.
Odetchnelismy juz troche, ze wyrwalismy sie z tej nudnej wyspy. Z ulga tez zegnamy sie z Brazylia w karnawale i jej mieszkancami, ktorzy od samego poczatku nie dawali nam spac. Najbardziej dalo nam sie to we znaki dzisiejszej nocy, kiedy to pod oknem naszego pokoju do samego switu krzyczeli, spiewali, trabili i Bog wie co jeszcze. Masakra. W oddali dochodzil tradycyjnie dzwiek bebnow, do tego fajerwerki, a z korytarza lomot trzaskajacych drzwi. W naszym pokoju panowala temperatura i wilgotnosc podobna do sauny tuz po podlaniu zarzacych kamieni. Okien otwierac raczej nie wolno, bo wokol wisi niebezpieczenstwo zarazenia denga (goraczka krwotoczna roznoszona poprzez komary). Mielismy nadzieje, ze uda nam sie w koncu usnac ale.., niestety wtedy trzeba bylo juz wstawac. Tak minela nam noc w Angra dos Rios. Zamowiona dzien wczesniej taksowka nie przyjechala co wzbudzilo w nas uzasadniony niepokoj. Mielismy w koncu wykupione bilety na dwa kolejne polaczenia. Na szczescie dzieki indyjskiej lekcji, teraz zawsze zostawiamy sobie margines czasowy. Wtedy to w Kilong (Himalaje) bieglismy o 4 rano z ciezkimi plecakami pod gore, zeby zdarzyc na jeepa (bo umowiony wieczor wczesniej transport nie przyjechal...).
Tak wiec, jestesmy juz z dala od tego koszmaru. Mamy nadzieje, ze w koncu zblizymy sie do naszych ukochanych gor wsrod ktorych czujemy sie najlepiej i gdzie nie bedzie juz takiego zgielku. Gdzie bedzie nam dane uslyszec wymarzona cisze i odetchnac pelna piersia...
Pogoda nas niestety nie rozpieszcza. Od poczatku wyjazdu mielismy tylko dwa sloneczne dni. Pozatym na ogol pada deszcz. Ciekawe co czeka nas na poludniu...