Dzielnica, w ktorej mieszkamy jest znana z niedzielnego targu staroci, na ktory przychodzi mnostwo 'portenos' (mieszkancow BA). Mimo coraz gorszego samopoczucia Piotra postanowilismy ruszyc sie z domu (ze tez ta choroba nie mogla go rozlozyc na Ilha Grande, gdzie nie bylo nic ciekawego do roboty...).
Targ okazal sie bardzo ciekawy, bo oprocz antykow widzielismy starych spiewakow tanga, mimow, kukielki i inne rzeczy, ktore nadaja temu miejscu niesamowity klimat. O tak! Buenos jest boskie :). Postanowilismy chlonac atmosfere tego miejsca i usiedlismy w jednej z tamtejszych kafejek.
Stwierdzilismy, ze dobrze bedzie jesli przed wyjazdem w gory zobaczy Piotra lekarz, dlatego po poludniu wpadlismy do British Hospital (of course;). Diagnoza: grypa! No coz, trzeba szybko wracac do zdrowia, bo szkoda czasu na lezenie w lozku.
Potem wskoczylismy w autobus i pojechalismy pod budynek Kongresu, skad ruszylismy wolnym spacerkiem w kierunku Plaza de Mayo. Niestety sil starczylo tylko do polowy. Potem zakupy w spozywczaku, w metro i do domu.
Obydwoje czujemy wielk niedosyt i czekamy z niecierpliwoscia na jutrzejszy dzien i dalsze zwiedzanie tego niesamowiego miasta...



