piątek, 29 kwietnia 2011

Sezon motocyklowy 2011 rozpoczety!

28.04

No i wykrakalismy! Wczoraj pisalismy, ze nasze zoladki tak dobrze daja sobie rade, a dzisiejszy poranek rozpoczal sie od ostrych sensacji u Piotra! Nawet zastanawialismy sie nad odwolaniem wycieczki motocyklowej, ale wkoncu pojechalismy.
Kiedy dojechalismy na miejsce, dostalismy ochraniacze (buzzer, kolana i lokcie), kaski i kurtki, i wybralismy sobie motocykle. Potem zrobilismy krotka przejazdzke, zeby je wyczuc. Ani nie podeszla pierwsza maszyna i dopiero po zmianie na Honde XR pojechalismy na tour (Piotr 'latal' na Hondzie CRF).
Z naszym lokalnym przewodnikiem wybralismy sie w gore Doliny Ksiezycowej. Na poczatku asfaltowa droga, z wieloma serpentynami prowadzila nas wsrod przepieknych formacji skalnych, ktore wygladaly jak wieze - jedne wielkie, a wokol nich mniejsze. Przejezdzalismy przez male wioski, w ktorych na poboczu pasly sie swinki i owieczki. Z kazda chwila krajobraz stawal sie coraz bardziej malowniczy. W koncu przyszla pora na zjazd z asfaltu na nieutwardzona nawierzchnie. Jechalismy po zwirze i kamieniach, czasami po ubitej ziemi. Zdarzylo sie po drodze kilka malych potoczkow jednak bardzo plytkich. Kiedy wjechalismy na gore kanionu, w ktorym lezy La Paz zrobilismy tam przerwe. Widok na miasto z tego miejsca byl niesamowity!!! Porobilismy zdjecia i ruszylismy na dol. Najpierw jednak musielismy przejechac przez wioske polozona na gorze. To juz zupelnie inne La Paz, w porownaniu do wczorajszej bogatej dzielnicy. Tutejsi ludzie zyja w strasznym ubostwie, ktore widac na kazdym kroku. Po drodze musielismy 'uciekac' przed kilkoma psami, ktore przyciagal wyglad i warkot naszych maszyn. Droga na dol dostarczyla nam ogromnej zabawy, ale tez wzruszen - wyczulismy juz motocykle i w pieknym sloncu lecielismy serpentynkami majac przed soba wielkie, osniezone szczyty Andow. Przypomnielismy sobie jak niesamowite jest podrozowanie na motocyklach... Zatesknilismy bardzo za tym uczuciem i za naszymi maszynami, ktore stoja sobie w garazu i czekaja na nasz powrot...
Teraz jest juz wieczor, z brzuchem Piotra jest lepiej. Pakujemy plecaki, bo jutro o 8 rano mamy autobus do Copacabany nad jeziorem Titicaca.
To byl kolejny piekny dzien!