środa, 1 czerwca 2011

Galapagos cd

30-31.05

Wyspy Galapagos okazaly sie doskonalym miejscem na wyteskniony wypoczynek na plazy... Ostatnie dwa dni spedzilismy na wylegiwaniu sie na cudownie piaszczystej Tortuga Bay. Docieramy do niej idac 2,5km w jedna strone wsrod gaszczu egzotycznych kaktusow i innych drzew pelnych kwiatow. Za kazdym razem w towarzystwie roznorodnych ptakow i setek jaszczurek. Dzis z samego rana, po owocowym sniadanku (papaje, ananasy i marakuje sa tutaj najslodsze pod sloncem!) zawitalismy na wybrzezu. Piotr zrobil kompletny trening, Ania poprobowala pilatesa na piasku. Jednak slonce na rowniku, niby w delikatnie pochmurny dzien, dalo sie poczuc na skorze. Mimo filtru 50 SPF wrocilismy wczesnym popoludniem pospiesznie do domu. Natarlismy skore mlekiem owsianym i mamy nadzieje, ze nie powtorzy sie historia z poparzeniem slonecznym z Nepalu.
Dzisiaj zamiast plazy mielismy w planach nurkowanie, ale w miejscu, ktore jest dla nas najciekawsze rozbila sie jakas lodka i na razie nurkowania sa tam wstrzymane. Dobrze sie zlozylo, bo na razie warunki do nurkow sa slabe: duzo alg i slaba przejrzystosc wody. Jutro natomiast plyniemy na inna wyspe: Isabela.

Galapagos cd

29.05

Dzisiejszy poranek przywital nas ulewa. Dzwoniacy o dach deszcz byl tak kojacy, ze modlilismy sie zeby nasza wycieczka zostala odwolana, wtedy moglibysmy wrocic do lozka i odespac 'bogata' kolacje. Niestety ;) przestalo padac i musielismy sie zameldowac o 8 rano w porcie. Dwugodzinna przeprawa na wyspe Floreana szybkim jachtem motorowym (400 koni silniki) nie nalezala do przyjemnych. Na duzych falach skakalismy jak na rodeo i mocno wcisnieci w fotele zmienialismy kolory na twarzy. Z zoltego na coraz bardziej zielony. Zreszta wszyscy pasazerowie pod pokladem podobnie. Potew zaczelismy eksplorowanie:) wyspy: pojechalismy w gore, aby zobaczyc jaskinie piratow (bylo to ich siedlisko) potem widzielismy rezerwat zolwi. Wszystko to w bujnej roslinnosci. Wycieczke po Floreanie zakonczylismy na wulkanicznej plazy z czarnym piaskiem, na ktorej wygrzewaly sie iguany, lwy i zolwie morskie. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na nurkowanie, ale woda nie byla zbyt przejrzysta i wypatrzylismy jedynie kilka lawic kolorowych ryb, zadnych rekinow, ani plaszczek. Widzielismy natomiast jednego pingwina :) Ostatnim przystankiem byly skaly, na ktorych maja swoje siedlisko tutejsze ptaki (znamy tylko angielskie nazwy); najbardziej charakterystyczne to blue footed boobies (maja blekitne blony plawne).
Do portu wrocilismy kolo 6 po poludniu, zjedlismy ceviche mixto wypilismy po piwku i poszlismy spac :)

Galapagos cd

28.05

Rozpoczelismy dzien od krotkiej przebiezki przez park pelen egzotyczej zieleni (ogromne kaktusy) i unikalnych ptakow. Dosc szybko zaczelo sie robic goraco, a na koncu sciezki znajdowala sie przepiekna, ogromna piaszczysta plaza. Na niej ani jednego czlowieka... Wrocilismy do pokoju z zamiarem szybkiego powrotu, lecz jak wszystko tutaj, wyszlo nam to dosc mozolnie. Zrobilismy bogaty shopping w pobliskim warzywniaku, wypelnilismy lodowke po brzegi i reszte popoludnia spedzilismy na Tortuga Bay. Dwumetrowe fale sprawily, ze przez godzine siedzielismy w wodzie bawiac sie jak male dzieci!
Po powrocie postanowilismy w pelni wykorzystac fakt, ze mamy dla siebie caly dom, a glownie dobrze wyposazona kuchnie. Ania zrobila przepyszny mus marakujowy (swiezy sok z marakuji, banan, avena i zelatyna :), salatki owocowe i warzywne, a po poludniu ruszylismy do portu po swieza rybke. Nie pamietamy nawy, ale biale dzwonka z odrobina soku limonki rozplywaly sie w ustach. Do tego grilowane warzywa (podstawa to tutejsza kolendra, ktora ma inny smak od naszej) i pyszne, argentynskie biale wino Trapiche. Och, co to byla za uczta!
Juz teraz mozemy stwierdzic, ze Galapagos sa dla nas rajem; a to ze mozemy sie poczuc jakbysmy tu mieszkali, sprawia, ze nasze wrazenia sa zupelnie inne od tych, ktore ma 99% turystow.
Disfrutamos nuestra vida! (cieszymy sie zyciem!)