środa, 1 czerwca 2011

Galapagos cd

28.05

Rozpoczelismy dzien od krotkiej przebiezki przez park pelen egzotyczej zieleni (ogromne kaktusy) i unikalnych ptakow. Dosc szybko zaczelo sie robic goraco, a na koncu sciezki znajdowala sie przepiekna, ogromna piaszczysta plaza. Na niej ani jednego czlowieka... Wrocilismy do pokoju z zamiarem szybkiego powrotu, lecz jak wszystko tutaj, wyszlo nam to dosc mozolnie. Zrobilismy bogaty shopping w pobliskim warzywniaku, wypelnilismy lodowke po brzegi i reszte popoludnia spedzilismy na Tortuga Bay. Dwumetrowe fale sprawily, ze przez godzine siedzielismy w wodzie bawiac sie jak male dzieci!
Po powrocie postanowilismy w pelni wykorzystac fakt, ze mamy dla siebie caly dom, a glownie dobrze wyposazona kuchnie. Ania zrobila przepyszny mus marakujowy (swiezy sok z marakuji, banan, avena i zelatyna :), salatki owocowe i warzywne, a po poludniu ruszylismy do portu po swieza rybke. Nie pamietamy nawy, ale biale dzwonka z odrobina soku limonki rozplywaly sie w ustach. Do tego grilowane warzywa (podstawa to tutejsza kolendra, ktora ma inny smak od naszej) i pyszne, argentynskie biale wino Trapiche. Och, co to byla za uczta!
Juz teraz mozemy stwierdzic, ze Galapagos sa dla nas rajem; a to ze mozemy sie poczuc jakbysmy tu mieszkali, sprawia, ze nasze wrazenia sa zupelnie inne od tych, ktore ma 99% turystow.
Disfrutamos nuestra vida! (cieszymy sie zyciem!)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz