czwartek, 3 marca 2011

Ostatni dzien w Rio

Wczorajszy dzien spedzilismy szwedajac sie po Rio. Pogoda zweryfikowala nasze zacne plany wjechania na gore z posagiem Jezusa Chrystusa. Bylo pochmurno i padal deszcz. Gora byla owinieta tak, ze nawet u podnozy nie bylo go widac (na zdjeciu gora w tle to wlasnie ta). Podjechalismy jedynie pod sama kolejke gdzie pani z kasy powiedziala, ze dzis taka wycieczka nie ma sensu. Copacabana w takich warunkach tez nie bylaby niczym ciekawym. Pozostaje nam zatem w pamieci widok z Pao de Acucar (Glowy Cukru).
Rio jest piekne. Tutejsze downtown jest pelne ogromnych drzew i roslin tropikalnych. Wszedzie jest mnostwo zieleni a nad miastem wznosza sie czarne, gladkie skaly... Mieszkancy, oprocz koloru skory przypominaja europejczykow. Na drodze panuje porzadek i spokoj. Miasto nie przypomina tego, ktore widzielismy pierwszego dnia z okna taksowki. Teraz podoba nam sie tu juz znacznie bardziej. Mamy juz swoja ulubiona knajpke, deser z maracuji. Ludzie okazali sie troche bardziej przyjazni i nasz malenki pokoj, po udanej probie otwarcia okna, stal sie bardziej przytulny. Po karaluchach tez nie ma juz sladu. Tylko pogoda jest taka.. nijaka. Wczoraj siapil deszcz, dzis od rana takze. Prognoza mowi, ze przez kolejne dni bedzie tak samo. Dzis o 11.00 mamy autokar do Angra dos Reis skad przepromujemy sie na wyspe. Tam bedziemy mogli oddac sie blogiemu lenistwu a moze nawet uda nam sie ponurkowac... Zatem do uslyszenia pewnie na miejscu, o ile bedzie tam dostep do internetu :-) Ciao!