Witajcie! Po prawie 14h lotu wyladowalismy w Auckland, przeszlismy wnikliwa kontrole bagazu i zasiedlismy w McDonaldzie nad obzydliwym, tlustym angielskim sniadaniu. To byl taki przedsmak tutejszej kuchni (byc moze;) ). Ladowanie wygladalo troche niepokojaco, bo do samego konca lecielismy w bardzo gestej mgle. 30 m nad ziemia prawie nic nie bylo widac, a na lotnisku z samolotu nie bylo mozna nawet dostrzec koncowki skrzydla. Po sniadaniu udalismy sie do informacji turystycznej, ktora wrecz tonela w roznorakich folderach informacyjnych. Nasza podroz dookola swiata jest pod tym wzgledem charakterystyczna, ze nie wybiegamy planami poza jeden kraj, w ktorym w danej chwili sie znajdujemy. Dlatego do samego przylotu nie wiedzielismy co nas tu czeka. Nazbieralismy do wora kilka kilogramow turystycznej makulatury i podzwonilismy z darmowych telefonow w poszukiwaniu taniej kwaterki. Ze wzgledu na ich standard zycia, najpowszechniejszym wyborem jest suit z aneksem kuchennym i wanna jacuzzi. Mmm :) oki, uznalismy, ze po ciezkiej podrozy nalezy nam sie chwila relaksu. Roznica czasu dala sie we znaki i juz o 17.00 tego czasu Ania spala sobie beztrosko w wygodnym 'cama matrimonio'. Wzgledem Polski sprawa ma sie nastepujaco: jezeli u nas jest 6.00 rano 10 czerwca, to w Polsce jest 20.00 wieczor 9 czerwca.
Juz po wstepnym rozeznaniu w katalogach wiem, ze ten kraj jest jednym z najpiekniejszych na swiecie. Bedac caly dzien w pokoju wstepnie okreslilismy co chcemy robic. Podjelismy decyzje, ze wynajmiemy campera, aby objechac najciekawsze miejsca na wyspach. Piotr wynegocjowal dobre warunki i jutro wsiadamy w nasz nowy mobilny domek!
10.06
Nasza pobudke przewidzielismy co do minuty. O 3.00 w nocy stanelismy na rowne nogi z pytaniem co teraz. Najchetniej - isc na jogging. Niestety za oknem jesien (ok 7C) wiec deszcz rozwiazal nasz dylemat. Zostalismy w lozku, aby lepiej rozplanowac nasza podroz. Plan na dzisiaj mamy taki, ze ok 10.30 przenosimy sie do capmpera. Potem jedziemy polazic po Auckland i wieczorem przysniemy sobie gdzies na prakingu. Chcemy wyruszyc ok 4.00 w nocy kiedy to z pewnoscia nie bedziemy mogli znowu spac i kiedy bedzie mniejszy ruch na ulicach. Wielki samochod i lewostronny ruch wymaga odrobine czasu zeby sie przyzwyczaic...
Poki co z okien hotelu i samochodu ktory nas do niego przywiozl - Nowa Zelandia przypomina troche Kapsztad w RPA. Trawniki sa rowno przyciete, soczyscie zielone, jest kolorowo i schludnie. Wzdluz drogi rosna drzewa i kwiaty, ktore widzielismy jedynie w ogrodzie botanicznym. A wszystko bylo wczoraj spowite szara mgla co sprawialo, ze to miejsce mialo naprawde niepowtarzalny, magiczny klimat.
To jakis raj dla hobbitow..? ;)



