środa, 16 marca 2011

Recoleta, Palermo i Tango Show

Jest pol godziny po polnocy. Wlasnie skonczylem robic pranie w zlewie w lazience (proza zycia backpackersa ;).
Dzisiaj byl bardzo meczacy dzien. Wyszlismy z domu przed 9 rano i ruszylismy w strone dzielnicy Ricoleta, ktora wziela swoja nazwe od bosonogich mnichow 'Recoletos', ktorzy osiedlili sie w tej okolicy jako pierwsi, na poczatku XVIII wieku. Jest to jedna z najbardziej eleganckich dzielnic BA. Zabudowa ma miejscami charakter fancuski i wszedzie jest duzo zieleni. Naszym celem byl cmentarz Recoleta, na ktorym spoczywaja najbardziej znamienite osoby w historii Argentyny (troche jak warszawskie Powazki). Kazdy z grobow to dzielo sztuki. Dlugo spacerowalismy alejkami odczytujac nazwiska i podziwiajac kunszt architektow. Znalezlismy takze grobowiec Polakow. Atmosfere psuly tlko grupy amerykanskich turystow, ktorzy zachowywali sie czasami jak w wesolym miasteczku...
Potem udalismy sie na dalszy spacer po dzielnicy. Zagladalismy do fajnych sklepow i butikow (niestety nie mozemy nic kupic ze wzgledu na ograniczenie wagowe - w gorach kazdy zbedny kilogram to przeklenstwo).
Potem przejechalismy metrem do innej dzielnicy: Palermo. Jak nazwa wskazuje osiedlali sie w niej wloscy emigranci. Pelno tu pieknych willi, stylowych butikow, designerskich sklepow i klimatycznych restauracyjek. W jednej z nich zjedlismy najlepszy jak dotad obiad, skladajacy sie z kilku malych przystawek, grilowanej poledwicy, rewelacyjnego wina i pysznego musu czekoladowego. Wreszcie odzyskalismy wiare w tutejsza kuchnie (ten bar: Musels, z pierwszego dnia w BA to straszna wtopa byla). Cena za ta uczte to jedna trzecia tego co zaplacilibysmy w Warszawie. Zyc, nie umierac ;)
W drodze powrotnej wpadlem do fryzjera (krotszy wlos to krotsze suszenie w gorach ;) i padlismy na krotki odpoczynek w domu.
Po godzinie trzeba byl sie zbierac na pokaz tango. Przedstawienie bardzo sie nam podobalo, ale nas nie zachwycilo. Bardziej odpowiadalaby nam tanguera (czyli spektakl teatralny opowiedziany za pomoca tanga), jednak w zadnym teatrze nie jest on grany obecnie... No coz wszystko sie co raz bardziej komercjalizuje...
To byl bardzo udany. Martwi mnie tylko zdrowie Ani, bo prawdopodobie (odpukac w niemalowane - Wy tez! ;) zarazila sie tym wstretnym wirusem ode mnie. Jesli tak niestety bedzie to nasze wyjscie na szlak mocno sie opozni, a pogoda na Ziemi Ognistej robi sie coraz bardziej jesienna... Na szczescie nigdzie nam sie nie spieszy, a nasz ekwipunek zawiera wszystko co niezbedne zeby przetrwac nawet 20 stopniowe mrozy ;)