środa, 26 stycznia 2011

Życie jak w Madrycie :D


¡Hola! ¿Que tal?
Dziś mija ten dzień, kiedy do wyjazdu zostaje nam już niecały miesiąc. Z każdym dniem czujemy to coraz bardziej. Choć część spraw zostanie najprawdopodobniej na ostatni moment, to teraz, codziennie robimy po jednej lub kilka rzeczy związanych z wyjazdem.
Przeraża nas trochę sytuacja która ma miejsce na północy Australii. Nieuniknione, że staniemy się świadkami powrotu do życia setek tysięcy ludzi, których dotknęło to nieszczęśliwe zdarzenie. Niestety sytuacja powodziowa na wybrzeżach tego kontynentu nie napawa optymizmem, bo wciąż woda zalewa coraz większe obszary i ulewne deszcze zdają się nie mieć końca. Fakt, że będziemy tam dopiero za kilka miesięcy wcale nie oznacza, że tamtejsza ludność upora się ze wszystkimi skutkami powodzi. A woda jest dość wysoka. W radiu słyszeliśmy ostatnio, że nawet rekiny pływają już po ulicach miast. Nie wiadomo czy się śmiać… czy jednak bać…
Nasza ulubiona aktywność to póki co kompletowanie sprzętu turystycznego. Wszystko po to aby wynieść z tej podróży jak najwięcej mając przy tym jak możliwie dużo fanu. Chcielibyśmy wszystko przewidzieć, czego będzie nam brak i co się przyda ale wiadomo, że wszystko trochę waży i jak się tak uzbiera to okaże się, że nie damy rady z tym łazić na plecach – tak będzie to ciężkie. Trzeba więc uprzedzić ten fakt i zrobić generalną selekcję i odrzucić większość rzeczy. Jakie to rzeczy…? Na przykład: czy wziąć jedna dużą pastę do zębów czy może kilka małych które z czasem będzie się wyrzucać. Czy może lepsze mydło w kostce, którym można prać, myć ręce i twarz a nawet naczynia, czy może jednak Ania uprze się przy swoim ulubionym lotion’ie do mycia twarzy bez którego ani rusz ;). Oznaczałyby to , że oprócz lotion’u trzeba wziąć jeszcze żel pod prysznic i odżywkę do włosów, hehe ;) żart. No i jeszcze niestety jest cała lista takich produktów. Ostatnio nabyliśmy genialną rzecz – plecak. Taki mały, do miasta na zakupy. Zwija się w kłębek wielkości odrobinę mniejszej niż ściśnięta pięść. Wytrzymałość ponad 100 kg.
W Madrycie mamy już zarezerwowany nocleg – nastawiamy się na gorące przywitanie cudownych wakacji. A może uda nam się nie zasnąć tej nocy, aby następnego dnia stawić się na lotnisku prosto do Rio…? To będzie długi lot więc zdążymy odpocząć ;)
W „Mieście Boga” natomiast mamy w planach udać się na wyspę, na której będziemy mogli oddać się błogiemu lenistwu i zebrać siły na całonocną fiestę karnawałową  ¡Fiesta de Brasil! To odbędzie się w tydzień po naszym przylocie. Potem zacznie się prawdziwy exploring Ameryki Łacińskiej… Tam już będzie trochę bardziej prymitywnie, ale o to właśnie chodzi w tej podróży. W końcu chcemy zobaczyć jak wygląda świat, jak żyją i bawią się ludzie oraz co robi się w miejscach gdzie nie ma nic. Nic prócz przyrody. ¡Hasta la vista!