Okres planowania takiej wyprawy to wielka przyjemność, ale tylko wtedy gdy ma się wystarczającą ilość wolnego czasu. Nam go wciąż brakuje i coraz częściej na myśl, że wylatujemy już tak niedługo dopada nas lekki stres. Pocieszający jest fakt, że przecież to nie pierwszy raz i harmonogram rzeczy potrzebnych do zrobienia przed wyjazdem mamy już w głowach od dawna.
Największym dylematem był wybór trasy. Musieliśmy się też zdecydować na przewoźnika: Star Alliance (konsorcjum lotnicze, w skład którego wchodzi LOT) lub OneWolrd (drugie konsorcjum z British Airways). Obydwa one oferują bilet dookoła świata, który posiada zryczałtowaną cenę w zależności od ilości połączeń (max. 16). Główne ograniczenia takich biletów to rok czasu na zrealizowanie podróży oraz zakaz cofania się. Różnica pomiędzy konsorcjami jest taka, że OneWorld posiada rozbudowaną siatkę połączeń na Pacyfiku, podczas gdy Star Alliance dominuje w Azji. Dla nas ciekawszą opcją były wyspy Pacyfiku, dlatego zdecydowaliśmy się na One World. Obydwie linie oferują również możliwość zaplanowania trasy i zakupu biletu przez internet, jednak nie jest to taka prosta sprawa, co za chwilę przeczytacie.
Wybranie miejsc, na których najbardziej nam zależało było bardzo łatwe: wiedzieliśmy że chcemy zaszyć się z Andach (głównie Patagonia) oraz zagubić się na szlakach w Alpach Nowej Zelandii (Wyspa Południowa). Od początku oboje chcieliśmy odbyć rejs z Argentyny na Antarktydę. Okazało się to jednak niemożliwe z powodu nawału obowiązków Piotra w pracy w styczniu - jedynym okresie kiedy taki rejs jest możliwy. Z podobnych powodów nierealnym planem okazało się zdobycie szczytu Aconcagua. Początek wyprawy przypadający na marzec ograniczył nam dość znacznie możliwości działania na południowej półkuli.
Jednakże mając do dyspozycji tak rozbudowaną siatkę połączeń rozważaliśmy różne opcje uwzględniające np. Wyspy Galapagos, Wyspy Wielkanocne, Seszele, Malediwy i temu podobne „smaczki”. Ilość przewodników, które pojawiły się w naszej domowej biblioteczce znacznie się powiększyła. Często chodziliśmy do Empiku przeglądać albumy typu: „Najpiękniejsze miejsca trekkingowe na ziemi” w celu poszukiwania inspiracji.
Kiedy już wiedzieliśmy gdzie chcemy się udać nastąpił trudny moment tworzenia siatki połączeń. Okazało się, że nie wszędzie da się polecieć tak jak sobie to wyobrażaliśmy. Pewne połączenia są zablokowane inne dostępne tylko w wybranych datach. Tworzenie z dostępnych opcji tej najlepszej przypominało trochę układanie puzzli. W końcu widząc, że uciekają nam te najbardziej korzystne dla nas daty przelotów podjęliśmy szybką decyzję – zabukowaliśmy wszystkie loty i wykupiliśmy nasze bilety jeszcze w roku 2010.