czwartek, 17 marca 2011
Na chwile w Ushuaii, cel: Antarktyda! Pelne szalenstwo!
Lot minal szybciutko. Zlapalismy stopa na lotnisku i ruszylismy do najtanszego hostelu w Ushuaii. Tam dziewcze z recepcji sprzedalo nam info, ze dzis odplywa ostatni rejs na Antarktyde w tym sezonie i jesli sie pospieszymy to zdazymy sie zabrac. Biegiem polecielismy po wiecej informacji. Efekt jest taki, ze... Plyniemy dzis na Antarktyde! Wracamy za 11 dni! Plan jest taki ze dwa dni statek plynie jedna strone, 6 dni spedzimy na samym kontynencie! sie To najwspanialszy prezent urodzinowy jaki mogam sobie wymarzyc!
Nie bedzie z nami zadnego kontaktu w tym czasie. Teraz mamy chwile oddechu czekajac na obiad, potem w pospiechu lecimy po plecaki i w drodze do portu musimy zaopatrzyc sie w niezbedne zakupy (miedzy innymi w monopolowym ;) bowiem szampan jest tutaj niewiarygodnie tani...
To wszystko stalo sie tak nagle, ze sami nie wierzymy jeszcze w to co nas czeka!!!Co za szalony dzien z niesamowitym finalem!
Pozegnanie z Buenos
Dzisiejszy dzien postanowlismy spedzic na luzie. Nie spieszylismy sie zbytnio z wyjsciem z domu, bo w planach mielismy zwiedzanie dzielnicy La Boca (robotnicza dzielnica z wloskimi emigrantami pelna niskich, kolorowych budynkow; tu znajduje sie slynny deptak Caminito). Chcielismy wsiasc tez w autobus turystczny jezdzacy dookola wszystkich wazniejszych punktow turystycznych.
Idac na przystanek, z ktorego odjezdza wspomniany wczesniej autobus musielismy przejsc przez cale San Telmo. Znowu oczarowal nas klimat tego miejsca i spedzilismy tam sporo czasu podziwiajac budynki i wystawy antykwariatow, w ktorych wypatrywalismy takie cudenka, ze az oczy nam sie swiecily ;). Na koniec odwiedzilismy bardzo znana restauracje w BA: San Juan, zeby ew. zarezerwowac stolik na wieczor (miesci sie w naszej dzielnicy).
Czekajac na przyjazd autobusu, ktory sie opoznial stwierdzilismy, ze jednak nie warto nim jechac, bo i tak juz obeszlismy wiekszosc tych miejsc. Szybka decyzja i wracamy do ristorante San Juan, zeby zjesc obiad. Nasz pobyt w BA zrobil sie kulinarny dosc ;). Nie bede sie rozpisywal o potrawach i napitkach, wspomne jedynie, ze byla to jedna z najlepszych restauracji, w ktorych bylismy. Kuchnia fusion przygotowana z niesamowita kreatywnoscia i potrawy, ktore z kazdym kesem mialy inna nute smaku to serwowal nam szef kuchni (deskorolkowiec ;). Bezapelacyjnie 5 gwiazdek! Byla nawet grappa ;)
Po tej uczcie ruszylismy do La Boca. Dotarlismy tutaj dosc pozno, ale jeszcze przed zachodem slonca. Wiekszosc kramow i sklepikow turystycznych juz sie zamykala, a okolica szybko pustoszala. Turystow juz nie bylo prawie wcale. Jest tu dosc niebezpiecznie i kilka razy bylismy przestrzegani zeby uwazac na aparat i kamere. Pospacerowalismy pomiedzy kolorowymi domkami, posiedzielismy na laweczce, zrobilismy kilka zdjec i wrocilismy do domu, zeby sie spakowac i przygotowac do lotu do Ushuaii (pobudka o 3.15 w nocy).
Od wlasciciela hotelu pozyczylismy przewodnik po Am Pld (LonelyPlanet) i przejrzelismy najbardziej interesujace nas miejsca. Troche daly nam do myslenia rozdzialy pt 'dangers and anoyances' w Peru, Ekwadorze i Boliwi... Znalezlismy tam takze informacje, ze statki na Antarktyde plywaja do polowy marca i prawdopodobnie bedziemy szukali mozliwosci dostania sie na ten kontnent. Moze nie jest jeszcze za pozno...

