Do Hong Kongu dotarlismy w srode rano, zmeczeni kolejnym dniem wczesnej pobudki. W miescie zaskoczyla nas ulewa, ktora w koncu zmalala i moglismy spokojnie przebic sie przez tlum ludzi na ulicach. Pokoj mielismy zarezerwowany w jednym z blokow w handlowej dzielnicy. Spodziewalismy sie czegos w stylu Tokio, tymczasem wygladalo to jak chinskie Delhi - gorace, smierdzace i zatloczone. Dostalismy pokoj na 8 pietrze. Okna nie ma wcale, a pokoj przypomina komorke w piwnicy - 2x2m2. Nie ma czym oddychac i trzeba gasic swiatlo by nie dostac klaustrofobii. O lazience lepiej nie wspominac...W koncu to nie hotel tylko hostel, wiec nie narzekamy.
Na ulicach naszej okolicy w kazdej sekundzie przewija sie setka ludzi. Dym miesza sie ze smrodem palonego tluszczu z swinskiej skory czy innych zwierzat pieczonych na szaszlyki. Ta czesc chin wyznaje bowiem zasade, ze 'wszystko co ma 4 nogi i nie jest stolem nadaje sie do jedzenia'. Czasem nie mozemy dojrzec co to takiego wisi na sznurku w gablocie baru gotowe do spozycia... Smrod, balagan i ledwo da sie wytrzymac przy temperaturze 40C. Zupelnie inaczej jest w Tsim Sha Tsui. To jest juz biznesowy dystrykt, w ktorym mozna zasmakowac kuchni z calego swiata i napic sie pysznej mrozonej kawy ze Starbucks'a. Tu takze sprobowalismy specyficznych ciasteczek 'moon cakes'. Ich przepis jest okryty tajemnica i wymaga trudno dostepnych skladnikow jednak jak sie dobrze poszuka w internecie to warto je odnalezc i sprobowac zrobic. Maja naprawde niepowtarzalny smak... Podobnie jest z chinskimi pierozkami 'dim sum' nadziewanymi krewetkami i ugotowanymi na parze. Polecamy! Jemy je od poczatku jak tu przyjechalismy i zaraz udajemy sie po nastepne!
Po zaznajomieniu sie z okolica mozemy powiedziec, ze jest to sklepowa oaza. Wszystkiego jest na potege! Obok siebie mamy trzy wielkie ulice a kazda ma swoje inne przeznaczenie. Pierwsza nazywa sie 'Sport goods' i jest pelna sklepow sportowych Adidas, Nike, Puma, Lacoste, Timberland i wiele innych. Takiego wyboru ubran i przede wszystkim butow nie widzielismy nawet w Londynie!! Kolejna ulica to 'Lady's Market' na ktorej ciagnie sie setka sklepikow z ubraniami, 'pierdolkami' i akcesoriami do wlosow i ubran. Trzecia ulica to 'Electric street'. Tu z kolei mozna nabyc wszystkie elektroniczne nowosci. Od neonow mozna dostac oczoplasu, a od nadmiaru roznorodnych dzwiekow da sie oszalec. Jednak kiedy przyszedl wieczor wybralismy sie nad promenade. Po drugiej stronie zatoki swiecily reklamy elektronicznych gigantow poustawiane na dachach drapaczy chmur.
piątek, 12 sierpnia 2011
Hong Kong
10-11.08
Subskrybuj:
Posty (Atom)






