piątek, 12 sierpnia 2011

Hong Kong

10-11.08

Do Hong Kongu dotarlismy w srode rano, zmeczeni kolejnym dniem wczesnej pobudki. W miescie zaskoczyla nas ulewa, ktora w koncu zmalala i moglismy spokojnie przebic sie przez tlum ludzi na ulicach. Pokoj mielismy zarezerwowany w jednym z blokow w handlowej dzielnicy. Spodziewalismy sie czegos w stylu Tokio, tymczasem wygladalo to jak chinskie Delhi - gorace, smierdzace i zatloczone. Dostalismy pokoj na 8 pietrze. Okna nie ma wcale, a pokoj przypomina komorke w piwnicy - 2x2m2. Nie ma czym oddychac i trzeba gasic swiatlo by nie dostac klaustrofobii. O lazience lepiej nie wspominac...W koncu to nie hotel tylko hostel, wiec nie narzekamy.
Na ulicach naszej okolicy w kazdej sekundzie przewija sie setka ludzi. Dym miesza sie ze smrodem palonego tluszczu z swinskiej skory czy innych zwierzat pieczonych na szaszlyki. Ta czesc chin wyznaje bowiem zasade, ze 'wszystko co ma 4 nogi i nie jest stolem nadaje sie do jedzenia'. Czasem nie mozemy dojrzec co to takiego wisi na sznurku w gablocie baru gotowe do spozycia... Smrod, balagan i ledwo da sie wytrzymac przy temperaturze 40C. Zupelnie inaczej jest w Tsim Sha Tsui. To jest juz biznesowy dystrykt, w ktorym mozna zasmakowac kuchni z calego swiata i napic sie pysznej mrozonej kawy ze Starbucks'a. Tu takze sprobowalismy specyficznych ciasteczek 'moon cakes'. Ich przepis jest okryty tajemnica i wymaga trudno dostepnych skladnikow jednak jak sie dobrze poszuka w internecie to warto je odnalezc i sprobowac zrobic. Maja naprawde niepowtarzalny smak... Podobnie jest z chinskimi pierozkami 'dim sum' nadziewanymi krewetkami i ugotowanymi na parze. Polecamy! Jemy je od poczatku jak tu przyjechalismy i zaraz udajemy sie po nastepne!
Po zaznajomieniu sie z okolica mozemy powiedziec, ze jest to sklepowa oaza. Wszystkiego jest na potege! Obok siebie mamy trzy wielkie ulice a kazda ma swoje inne przeznaczenie. Pierwsza nazywa sie 'Sport goods' i jest pelna sklepow sportowych Adidas, Nike, Puma, Lacoste, Timberland i wiele innych. Takiego wyboru ubran i przede wszystkim butow nie widzielismy nawet w Londynie!! Kolejna ulica to 'Lady's Market' na ktorej ciagnie sie setka sklepikow z ubraniami, 'pierdolkami' i akcesoriami do wlosow i ubran. Trzecia ulica to 'Electric street'. Tu z kolei mozna nabyc wszystkie elektroniczne nowosci. Od neonow mozna dostac oczoplasu, a od nadmiaru roznorodnych dzwiekow da sie oszalec. Jednak kiedy przyszedl wieczor wybralismy sie nad promenade. Po drugiej stronie zatoki swiecily reklamy elektronicznych gigantow poustawiane na dachach drapaczy chmur.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz