W piatek rano po 12,5-godzinnym locie wyladowalismy w RPA, w polskiej strefie czasowej. Mozna powiedziec, ze juz oblecielismy kule ziemska dookola. W Johannesburgu przesiedlismy sie odrazu w samolot do Cape Town, gdzie dolecielismy po 2,5h lotu. Dosc zmeczeni przysiedlismy na chwile przy Subway'u - znanej nam z Polski - 'jadlodajni', skad zgarnal nas 'bialy' czlowiek i zawiozl do Muizenberg. Temperatura zaskoczyla nas bo bylo ok 12C i po upalnym Hong Kongu troche nas przemrozilo. W Muizenberg zrobilismy rundke po miescie i w koncu wyladowalismy uroczym guest hous'ie prowadzonym przez mlode malzenstwo z dziecmi i gromadka kotow i psow. Dostalismy ogromny, jasny pokoj z tarasem i widokiem na morze i gory. Kolo poludnia poszlismy do supermarketu na zakupy i o 17.00 znalezlismy sie w lozku. Od tej chwili spalismy jak zabici az do 8.00 rano nastepnego dnia.
W sobote obudzilismy sie tak jakby nie bylo zadnego przesuniecia czasowego od poprzedniej destynacji. Przesunelismy zegarki o 6h wiec tutejsza 8.00 rano byla dla nas 14.00. Zmeczenie zalatwilo cala sprawe :) W cenie noclegu dostalismy sniadanko - tradycyjne jajko na bekonie z tostem i salatke owocowa, ktorej smak zapomnielismy odkad wyjechalismy z Ameryki Poludniowej. By uczcic powrot cudownych chwil zasiedlismy rano z winkiem musujacym w reku oraz koszem truskawek (pierwsze truskawki od 2010r!) na naszym slonecznym tarasie rozkoszujac sie dzwiekiem wiosennych ptakow i zapachem kwitnacych kwiatow...
poniedziałek, 15 sierpnia 2011
Pierwsze dni w RPA
13-14.08
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz