Wszystko zaczelo sie od wczorajszej wizyty w spozywczaku. W trakcie naszych zakupow pojawil sie w nim koles, ktory sprzedal nam wycieczke do Boliwii. Kiedy wyszedl zapytalismy sie profilaktycznie sprzedawczyni (zdarzylismy ja poznac robiac tam czesto zakupy) co mysli o nim i jego firmie. Odpowiedz nie byla pozytywna. Dostalismy wtedy namiar na fime, ktora jest organizatorem, a nie posrednikiem tak jak ta, w ktorej kupilismy bilet. Kiedy poszlismy do ich biura, po raz kolejny uslyszelismy informacje, ze nie mozna przejechac przez Salar na Rybia Wyspe (ktora miesci sie na jego srodku), bo jest za duzo wody i ta trasa jest oficjalnie zamknieta przez rzad w Uyuni. Poszlismy jeszcze potwierdzic ta wiadomosc w punkcie informacji turystycznej i na policji. Jesli to prawda to zostalismy oszukani przy zakupie biletow. Zdecydowalismy sie na biuro Incahuasi tylko dlatego, ze jako jedyna firma jechala na Wyspe. A to okazalo sie niemozliwe!
Kiedy przyszlismy z reklamacja pan z Incahuasi bajerowal kolejne ofiary. Musielismy czekac, a kiedy skonczyl zaczal zamykac biuro i rzucil nam tekst: to do zobaczenia jutro, jak by sie cos mialo dziac bede do Was dzwonil. Zapewnial ze wszystko jest zgodnie z planem.
O nie z nami takie numery! Noga w drzwi i wchodzimy na rozmowe spowrotem do biura. Tam pan postraszony tym, ze sprawdzilismy ta informacje na policji mowi, ze teraz powie nam cala prawde. Okazalo sie, ze w piatek nie pojedziemy, bo nie ma innych chetnych oprocz nas! (Cwaniak chcial nas zbyc wczesniej i zadzwonilby do naszego hotelu o 10 wieczorem, kiedy wszystko byloby juz pozamykane i nie mielibysmy wyboru niz zgodzic sie na nastepny dzien!). Potem przyznal tez, ze nie wiadomo czy da rade pojechac na wyspe i zdradzil, ze z tego samego powodu wlasnie zrezygnowala para Francuzow zapisana na sobote (mielismy byc dolaczeni do nich). Pan zaoferowal nam zwrot kasy, albo duza znizke na wyjazd w sobote razem z 4 innymi ofiarami, ktore wlasnie weszly do biura. Odpowiedzielismy, ze musimy zjesc i wrocimy za godzine z decyzja! Po godzinnej naradzie zabralismy kase (zlapalismy go na tylu klamstwach, ze balismy sie co byloby dalej) i poszlismy poszukac kwatery na nastepna noc. Z tym jest problem, bo wszystko jest pobukowane na Swieta.
Wlasnie wstalismy, jjemy sniadanie i idziemy dalej w poszukiwaniu pokoju na dzisiejsza noc. Musimy tez jeszcze wykupic wycieczke w innym biurze, ktore ma oddzial w Uyuni, wiec jesli cos pojdzie nie tak bedziemy mogli reklamowac na miejscu.
Hehe, czas szybko mija... Mamy juz wykupiona wycieczke w sprawdzonym biurze, wiec jestesmy spokojni. Pokoj tez udalo sie nam znalezc. Znow mamy cudowny ogrod w ktorym pichcimy sobie pelne witamin salatki owocowe i warzywne. Znow nam tak dobrze, ze nie chcemy sie stad ruszac. No nic. Trzeba jednak ruszac dalej w droge bo czas leci. Jutro o 8.00 rano czyli o 13.00 polskiego czasu startujemy z San Pedro de Atacama. Po godzinie przekroczymy granice z Boliwia. Pierwsza noc spedzimy w refugio (tutejsze schronisko) w 6-cio osobowym pokoju. Po drodze obejrzymy kilka magicznych, niewiarygodnych miejsc o ktorych opowiemy Wam jak juz dotrzemy do Uyuni. W Uyuni zas bedziemy juz drugiej nocy. Ponoc bedzie tam wi-fi, ale nigdy nie ma tej pewnosci.
Obecnie wciaz zastanawiamy sie nad dalszym planem. Czy bedzie to La Paz czy moze Sucre. Sucre to dawna stolica Boliwii. Wszyscy zachecaja nas aby odwiedzic to miejsce bo podobno jest wyjatkowo piekne. Mamy tez pare pomyslow na to jak spedzic tam fajnie czas. Druga alternatywa to z La Paz do Soraty choc ten coraz dalej odbiega od rzeczywistych planow...
Odezwiemy sie niebawem!






