piątek, 22 kwietnia 2011

Kratery, gejzery, doliny i jaskinia

20-21.04

Odkad przyjechalismy do San Pedro de Atacama mamy nareszcie czas i warunki, aby w pelni zregenerowac sie przed dalsza czescia podrozy. Spedzamy blogo i leniwie czas w ogrodzie naszego hostelu. Ogrod ten to jedynie stoly i lawy pod daszkiem, zeby mozna bylo schowac sie przed palacym sloncem. Jest tez kilka drzew, ktore czesto podlewaja, bo woda paruje momentalnie. Tak wiec odpoczywamy sobie w tym ogrodku, ktory mamy czesto caly dla siebie. Gotujemy sobie obiadki i goraca kawe z rana. Zaopatrujemy sie w produkty w pobliskim, o dziwo swietnie zaopatrzonym sklepie, robimy bogate salatki owocowe i warzywne. Nareszcie czujemy sie pelni sil, zdrowi i wypoczeci. Do tego przez dwa pelne dni nie robilismy praktycznie nic. Wczoraj zrobilismy pierwsza wycieczke do Doliny Ksiezycowej. Po poludniu wyjechalismy busem po drodze zwiedzajac jeszcze Jaskinie Solna i nietypowe formacje skalne zwane Tres Marias. Takie ich miejsce kultu. Przy zachodzacym sloncu dotarlismy do slynnej Valle de la Luna, skad moglismy doswiadczyc niezwyklego klimatu tutejszych pustynnych, ciemnobrazowych barw i obejrzec w pelni lancuch wulkanicznych stozkow ktore rozciagaja sie wzdluz horyzontu. Naprawde magiczne miejsce. A wydmy z czarnego piachu, na ktorych porozrzucane sa biale kamienie naprawde robia wrazenie. Mamy piekne zdjecia... Wykupilismy juz tez tour do Salar de Uyuni na jutro. Start o 8.00 rano. Wyprawa potrwa 3 dni. Bedac tu na miejscu zrobilismy duzy rekonesans wsrod agecji oferujacych taka wycieczke. Wiekszosc z nich nie jechala po samym jeziorze na wyspe Fish Island, jednak jeden pan tak. Cala zabawa jest przejechac wlasnie ta trasa. Dlatego mimo jego niepokojacego wygladu a la mafiozo (gruby brzuch, dlugie wlosy i mnostwo tatuazy (reczna robota ;), gadka polityka) zdecydowalismy sie na jego oferte. Zreszta trudno jest wybierac cos ze wszystkich ofert skoro kazda jedna pachnie sciema. Czuc przez skore, ze kazdy jeden tour-operator jest sprytniejszy od drugiego i tak naprawde cokolwiek by nie wybrac i tak wielce prawdopodobne, ze nie bedzie tak jak bylo w umowie. Ale do tego zdarzylismy sie juz toche przyzwyczaic... I nigdy nie ma sie pewnosci, ze inny agent zapewnilby nam cos lepszego. Sprawdzamy na forach, rozmawiamy z ludzmi, ale po trochu liczymy na szczescie.
Dzis mielismy pobudke o 3.45, bo o 4.00 mielismy ruszyc busikiem, aby zobaczyc jak budza sie do zycia gejzery wulkaniczne. Niestety po raz kolejny wiarygodnosc agencji nas zawiodla, bo autobus pojawil sie godzine pozniej. Przez 2,5h wloklismy sie po kamienistej drodze wsrod niewysokich wzniesien. Wszyscy uczestnicy denerwowali sie, ze jest juz za pozno na ladne widoki. Tymczasem dotarlismy na miejsce tuz po wschodzie slonca. Kiedy przyjechalismy widzielismy duzo podobnych autobusow i mnostwo wymarznietych ludzi owinietych kocami. Temperatura o tej godzinie i na tej wysokosci (ok 4350m.n.p.m.) spada znacznie ponizej zera. Zdjec nie dalo sie wtedy robic bo jeszcze bylo za ciemno. Widac nasz kierowca wiedzial co robi przyworzac nas tu o tej porze. W ciagu pol godziny przespacerowalismy sie wsrod buchajacych z ziemi gejzerow. Kiedy doline rozswietlilo slonce wszystko zrobilo jeszcze wieksze wrazenie. Z niektorych malenkich kraterow tryskala wrzaca woda, a w powietrzu unosil sie zapach przypominajacy odor siarkowych zrodel z Besanovej. Tu takze mozna bylo wykapac sie w tutejszym bajorku. Ale nas takie atrakcje czekaja jeszcze jutro w drodze do Uyuni wiec dzisiaj odpuscilismy sobie ta przyjemnosc. Po tym wyjatkowym poranku i mobilnym sniadanku z widokiem na doline gejzerow oraz wycieczka krajoznawcza w poszukiwaniu malych wiskaczy (takich zwierzatek podobnych do krolikow) ruszylismy w strone San Pedro. O ile plany sie nie zmienily, dzis czeka nas ostatni, komfortowy nocleg w hostelu z kolacja przy winie w ogrodzie...

To ostatni wpis na najblizsze 3 dni dlatego zyczymy Wam wszystkim wesolych i radosnych Swiat!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz