Lot Sky Airlines mial troche przerazajacy poczatek, bo dosc leciwy Boeing zaskoczyl nas odpadajacymi elementami wewnetrznego poszycia, ktore zobaczylismy po otwarciu lukow bagazowych nad glowami. Potem wylot sie opoznial, a na poklad wchodzili mechanicy. Najwidoczniej cos nie dzialalo. Przez chwile zastanawialismy sie, czy nie opuscic tego samolotu, poki jeszcze byla taka mozliwosc, ale wkoncu dolecielismy do Calamy bezpiecznie.
I tu szok! Jestesmy po srodku pustyni przy wschodzacym sloncu. Pierwsze skojarzenia to Egipt, tylko tutaj w tle widac osniezone wierzcholki wulkanow, ktorych wysokosc przekracza czasami 6 tys metrow. Wokol az po horyzont ciagnie sie sucha, ciemnobrazowa pustynia. Formacje skalne maja tutaj tak niesamowite ksztalty (duza erozja), ze czujemy sie jak na Ksiezycu. Wszystko to mielismy okazje obserwowac z mikrobusu, ktory zawiozl nas do San Pedro. Z samego poludnia Chile przenieslismy sie na sama polnoc. Cala podroz byla tak meczaca, ze kiedy wreszcie kolo 10 rano znalezlismy optymalna kwatere (koszt/jakosc- po dobrych negocjacjach placimy 1/3 ceny oficjalnej ;) padlismy na lozku i podnieslismy sie dopiero poznym popoludniem! Miasteczko jest cale ulepione z gliny, nie ma asfaltu ani drzew. Domy tworza jadno polaczone pasmo nie wyzsze niz 2,5m, maja drewniane drzwi i okiennice. Dachy czesto pokrywa trzcina albo inne suche galazki. Jest to najbardziej suche miejsce na ziemi, gdzie deszcz pada tylko dwa razy do roku. Na ulicach unosi sie rudy pyl. W ciagu dnia jest bardzo goraco, za to pod wieczor i w cieniu robi sie bardzo chlodno. Wieczorkiem zrobilismy pranie i poszlismy na spacer po wiosce. Ulice jak w calej Ameryce Poludniowej lacza sie pod katem prostym, a pasma domow tworza kwadry (przecznice). Wskazywanie miejsca docelowego brzmi zazwyczaj tak np: trzy kwadry do przodu i dwie i pol kwadry w lewo. Co drugie drzwi to jakas agencja turystyczna albo hostel. Tutaj wyglada to troche jak tak maly pustynny kurorcik. Poki co obcinamy mozliwie wszystkie atrakcje, bo potrzebujemy wypoczac. Za to jestesmy prawie pewni ze pojedziemy terenowka na 3 dniowy tour do Boliwii (Salar de Uyuni), ktory zawiera wlasciwie wszystko. No i zrobimy tez takie klasyki jak gejzery wybuchajace o wschodzie slonca czy Salar de Atacama i Dolina Ksiezycowa! Jestesmy w pustynnej oazie i jest nam tu bardzo dobrze! Dzisiejszy dzien spedzilismy na odpoczywaniu i przegladzie naszego gorskiego wyposazenia. Mamy w planach wspinaczke na jakis 6 tys. wulkan (moze byc aktywny ;), ale to juz w Peru albo Boliwii, bo musimy sie zaaklimatyzowac. Obecnie jestesmy na 2,5 tys metrow, a jeszcze 2 dni temu bylismy na poziomie morza. Gejzery na ktore jedziemy pojutrze polozone sa na wys. 4,2 tys metrow...
środa, 20 kwietnia 2011
San Pedro de Atacama
18-19.04
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz