Za nami dwa niezapomniane dni... Przezylismy kolejna niesamowita przygode na miare rejsu na Antaktyde! Zanurzylismy sie w glebi oceanu i zatracilismy sie w podwodnym, pelnym kolorow zyciu...
Pierwsze dwa nurkowania mielismy z wielkiej lodzi motorowej dla 40 osob (2 poklady). Na szczescie, wszystkich osob bylo ok 20, a z uprawnieniami tylko 6, dlatego nie bylo tloku. Ledwo weszlismy na poklad, zaraz wskakiwalismy do wody, chwila na przekaske i spowrotem. Plywalismy tylko we dwojke. Po solidnej powtorce z nurkowania na Galapagos nie potrzebowalismy juz 'divemastera', czyli przewodnika.
Juz od samego poczatku rafa koralowa ukazywala nam swoje niesamowite oblicze. Tuz pod lodzia przywital nas ogromny na 2 metry, blekitnawy 'humphead maori wrasse'. Potem nie moglismy sie napatrzec na wielobarwne lawice ryb zbierajace sie wokol koralowcow. Po drugim nurkowaniu przetransferowalismy sie na inna, wieksza lodz przycumowana na stale, na ktorej zostalismy na noc. Dostalismy ladna kajute z telewizorem (nawet nie mielismy czasu go wlaczyc) i prywatna lazienka. Chwile pozniej juz ubieralismy sie w kombinezony, aby po raz trzeci ogladac podwodny swiat. Lodz stala przymocowana w innym miejscu majestatycznej rafy koralowej.
Jednak to na co najbardziej czekalismy, to nocne nurkowanie - pierwsze w naszym zyciu. Zreszta wszystkie osoby ktore byly z nami w tym czasie na rejsie, takze nigdy tego nie robily. Kiedy zebralismy sie przed nurkowaniem na odprawie bylo juz ciemno. Nasza lodz miala dwa mocne podswietlenia. Gotowi do wyjscia wyjrzelismy na platforme - w miejsce zejscia do wody. Plytko pod tafla plywalo mnostwo wielkich ryb, a wsrod nich gromadka szarych rekinow (ok 2m)! Momentalnie miny wszystkim zrzedly i kazdy poczul sie nad wyraz zmeczony oznajmiajac, ze moze to juz pora spac... ;) Jednak nie ma przygody bez ryzyka, wiec tylko nieliczni zrezygnowali z tej okazji. Dostalismy latarki przy czym ostrzezono nas, zeby nie swiecic zbyt dlugo na male rybki bo swiatlo przyciaga drapiezniki, ktore dzieki temu doskonale odnajduja swoje ofiary. Czasem przez oswietlanie malenkich osobnikow mozna przyczynic sie do ich szybkiej smierci. Madrzejsi o pare takich i mniej istotnych informacji zeszlismy w czteroosobowej grupie w czarna otchlan (bo jakzeby inaczej nazwac zejscie kilkanascie metrow pod wode, ktora i tak wieczorem wyglada z wierzchu jak gdyby byla juz czarna)! Tam na dnie woda brzmiala juz zupelnie inaczej, wsrod nas plywaly wielkie ryby (Giant Grouper 2,5m!), ktore wyplywaja dopiero po zmroku na polowanie. Nie bylo juz malych, radosnych, kolorowych rybek. Pojawily sie za to rekiny (Grey Reef Shark)o surowych rysach blyskawicznie przecinjace droge przed naszymi oczami. Bylo ciemno i momentami przerazliwie, jednak mimo wszelkich obaw wszystko skonczylo sie dobrze i z radoscia na twarzach wrocilismy do naszej przytulnej kajuty. Noc mielismy ciezka, bo choc przyjemnie bujalo, mielismy bol w klatce piersiowej spowodowany nieprzystosowaniem do cisnienia pod woda, przed oczami przelatywaly nam rybki, a w uszach bulgotalo od uciekajacych pecherzykow powietrza.
Po czwartym nurkowaniu tego samego dnia bylismy juz zmeczeni i z trudem przychodzilo nam na mysl, aby wstac na kolejne o 5.45 rano... Chwila refleksji i decyzja okazala sie najwlasciwsza. Wskoczylismy do wody o wschodzie slonca(taki substytut prysznica). Woda byla klarowna i morze spokojne. Rafa budzila sie do zycia. Najlepszym momentem tego nurkowania byl przesmyk miedzy dwoma wysepkami koralowymi z dosc silnym pradem, w ktorym 'wisialo' stado wielkich srebrnych barrakud. Oprocz nich bylo tam wiele innych duzych ryb. Dwa ostatnie 'nurki' odbyly sie w innym rejonie. Przed wejsciem zostalismy zapoznani z mapa i dostalismy wieksze butle, aby moc spedzic w wodzie troche wiecej czasu. Za pierwszym razem oprocz tysiecy oszalamiajacych ryb, z ktorych spora czesc nauczylismy sie rozpoznawac, ujrzelismy plywajacego zolwia i mala, jadowita 'scorpion fish'. Podczas ostatniego zejscia oplynelismy nowa czesc rafy koralowej. Mielismy ze soba wypozyczony aparat fotograficzny jednak zdjecia nie sa w stanie odzwierciedlic barw i wszystkiego co wtedy widzielismy. To jest zupelnie inny swiat, inne zycie. Wszystko sie rusza, podplywa i kreci wokol Ciebie... Wplywalismy do jaskin i trawersowalismy wzdluz podwodnych przepasci. Przygladalismy sie rekinom dryfujacym pod skalami. Woda byla doskonale przejzysta, a rafe oswietlalo przebijajace sie slonce. Bylo nam cieplo i chcielismy zostac tam jak najdluzej. Odkrylismy nowe oblicze Australii (choc wiedzielismy juz wczesniej, ze Wielka Rafa Koralowa jest jedyna w swoim rodzaju).
Jednak wszystko kiedys musi sie skonczyc, wiec z zalem pozegnalismy sie z ta zachwycajaca przygoda. Zrobilismy 7 nurkowan i spedzilismy pod woda przeszlo 6 godzin - to bylo wspaniale doswiadczenie.
Jutro zostajemy jeszcze jeden dzien w Cairns - aby ulecialy z nas babelki azotu, ktore nagromadzily sie we krwi podczas zejscia na gleboka wode. Od ostatniego nurkowania musza minac 24h aby moc leciec samolotem. Marza nam sie miejsca z widokiem na rafe... Zobaczymy jak to bedzie ;)
Tymczasem pozdrawiamy Was goraco i lecimy na miasto, bo glodni jak wilki - pora na Tom Yum Goong - nasza ulubiona, rogrzewajaca zupa :D !!
poniedziałek, 1 sierpnia 2011
Nurkowanie na rafie
31.07-01.08
Subskrybuj:
Posty (Atom)



