środa, 1 czerwca 2011

Galapagos cd

29.05

Dzisiejszy poranek przywital nas ulewa. Dzwoniacy o dach deszcz byl tak kojacy, ze modlilismy sie zeby nasza wycieczka zostala odwolana, wtedy moglibysmy wrocic do lozka i odespac 'bogata' kolacje. Niestety ;) przestalo padac i musielismy sie zameldowac o 8 rano w porcie. Dwugodzinna przeprawa na wyspe Floreana szybkim jachtem motorowym (400 koni silniki) nie nalezala do przyjemnych. Na duzych falach skakalismy jak na rodeo i mocno wcisnieci w fotele zmienialismy kolory na twarzy. Z zoltego na coraz bardziej zielony. Zreszta wszyscy pasazerowie pod pokladem podobnie. Potew zaczelismy eksplorowanie:) wyspy: pojechalismy w gore, aby zobaczyc jaskinie piratow (bylo to ich siedlisko) potem widzielismy rezerwat zolwi. Wszystko to w bujnej roslinnosci. Wycieczke po Floreanie zakonczylismy na wulkanicznej plazy z czarnym piaskiem, na ktorej wygrzewaly sie iguany, lwy i zolwie morskie. W drodze powrotnej zatrzymalismy sie na nurkowanie, ale woda nie byla zbyt przejrzysta i wypatrzylismy jedynie kilka lawic kolorowych ryb, zadnych rekinow, ani plaszczek. Widzielismy natomiast jednego pingwina :) Ostatnim przystankiem byly skaly, na ktorych maja swoje siedlisko tutejsze ptaki (znamy tylko angielskie nazwy); najbardziej charakterystyczne to blue footed boobies (maja blekitne blony plawne).
Do portu wrocilismy kolo 6 po poludniu, zjedlismy ceviche mixto wypilismy po piwku i poszlismy spac :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz