Po wczorajszym melanzu nie ma juz sladu. Mimo iz muzyka niosla sie az do samego switu, rano wioska na nowo tetnila zyciem. Zmobilizowalismy sie do porannego joggingu widzac ze tutaj wdluz plazy biega kilka osob. Od rana mamy tez dosc przyjemna pogode. Jest ok 25C, nie pada i nie swieci slonce, wiec milo spedza sie czas na powietrzu. Meczaca jest jedynie duzo wilgoc ktora sprawa ze nic nie schnie a w pokoju kapie nam nawet z sufitu.
Wczorajsza impreza karnawalowa przybrala postac balu przebierancow, gdzie najwieksza frajde mialy z tego dzieci.. i mezczyzni. Faceci poprzebierali sie za rozowe baletnice - w komicznym wydaniu rzecz jasna. Wszyscy mieli takze rozowe badz platynowe blond peruki. Zebrani w grupe paradowali przez wioske zbierajac po drodze nowych uczestnikow. Ciagneli ze soba wielki wozek z agregatorem dzieki ktoremu mogli puszczac sambe i nawolywac przez mikrofon do wspolnej zabawy . Wielki wozek spelnial tez role mobilnej chlodziarki na alkohol, ktorego panom nie moglo zabraknac.
Z drugiej strony postawionej sceny ruszyla konkurencyjna grupa zapalencow samby. Bardziej grzeczna. Wsrod nich znalezli sie wszyscy poczawszy od malutkich dzieci na starszych mieszkancach wyspy skonczywszy... Mieli swoje bebenki, wspolne stroje i rowniez nawolywali do tanca. Na szczescie przestalo padac, wiec nic nie przeszkodzilo, aby wokol ustawionej sceny hucznie obchodzic koncowke karnawalu. Potrwa tu on jeszcze kilka dni.
Dzis mamy dzien luzu, zreszta jak wszystkie ostatnie dni ;-) . Zipamy sobie na hamaczku na drewnianym tarasie nad sama woda. Piotr sie rozciaga. Zaraz poszukamy miejsca gdzie bedziemy mogli wyslac ten wpis i wczorajszy. Wieczorem pojdziemy znow na plaze zobaczyc jak miejscowi bawia sie podczas karnawalu. Jutro chcemy jednak wyrwac sie stad mozliwie najwczesniej i zaczac prawdziwa podroz. Poki co, to jedno wielkie lenistwo ktore juz nas troche meczy... Tu nie ma nic do roboty, a wszyscy turysci (lacznie z nami) szwedaja sie z jednego konca plazy na drugi kilkakroc dla zabicia czasu. Taki baltycki kurorcik ;)
A wiec plan wyglada tak, ze jutro wracamy katamaranem do Anga dos Reis. Tam, zostajemy jedna noc. Potem o 8 rano jedziemy autopkiem do Rio, czekamy chwile na dworcu i w poludnie ruszamy autokarem do wodospadow Iguazu na granicy z Argentyna. Tam zostaniemy prawdopodobnie dwie noce, a nastepnie udamy sie takze autokarem prosto do Buenos Aires. Dalszy plan urodzi sie juz tam na miejscu...
piątek, 11 marca 2011
Karnawal cd
6.03
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz