wtorek, 21 czerwca 2011

Treking do Separation Point

20.06

Czas leci nam tu niemilosiernie szybko. Obudzilismy sie z poczuciem, ze ledwie zaczal sie dzien i zaraz trzeba bedzie stad jechac spowrotem na poludnie. Poranna ulewa opozniala nasze wyjscie na zaplanowany trek. Zebralismy sie i we mgle ruszylismy w las. 'Rain forest' wygladal niczym z filmu, pelen czarnych jak smola pni drzew z gesta zielona korona (np. powszechne tu cabbage tree) z ktorych kapala woda, zoltych potoczkow i przedziwnych bialych grzybow. Od poczatku spaceru moglismy odczuc obecnosc tutejszych zwierzat. Tuz po wyjscu z campingu byly to wielkie, dzikie kaczki i czarno niebieskie bazanty - zupelnie inne niz te znane nam z naszego kraju. Potem przez pol drogi towarzyszyly nam szalone ptaszki z ogonem rozlozystym jak wachlarz (ang finches). Krecily wokol nas piruety i cwierkaly usilac zwrocic na siebie nasza uwage. Z czasem robily sie tak namolne, ze musielismy je od siebie odganiac. Podczas wspinaczki na jedno z wzniesien natknelismy sie na gromadke malych, czarnych dziczkow. Pociesznie ryly w poszyciu swoimi malenkimi noskami. Jednak nabawily nas strachu gdy wystraszone chrumkajac szukaly swojej mamy. To mogloby byc dosc bolesne spotkanie. Treking prowadzil do tzw Separation Point oddzielajacego Golden Bay i Tasman Bay. Cale szczescie pogoda sie poprawila i moglismy z tego punktu dojrzec nawet polnocna wyspe. Jednak najbardziej wzruszyl nas widok calej kolonii fok wygrzewajacych sie na kamieniach od strony Golden Bay. W tym miejscu widac bylo sile oceanu, ktory z impetem rozbijal sie o skaly.
Podczas drogi powrotnej szlismy plaza, na ktorej spotkalismy kolejne nowe ptaki. Oprocz znanego nam juz kormorana ktory dal sie sfotografowac z odleglosci dwoch metrow, ukazaly nam sie dwa czarne ptaszki stojace na jednej nodze majace jaskrawo-pomaranczowe dzioby i oczka. Ponoc zywia sie one ostrygami. Do tego wesolego grona dolaczyla jeszcze mala, pluskajaca sie wsrod fal mala, szara foczka. Na pamiatke tego cudownego miejsca, Piotr wygrzebal z piasku piekna muszle pelna perlowej masy, a Ania czerwone koralowce.
Zmeczeni, pelni wrazen i po raz kolejni zgodni co do tego, ze to 'raj na ziemi' wrocilismy do naszego kamperka. Dla ostudzenia emocji Piotr szybko wskoczyl do lodowatego oceanu po czym rownie szybko z niego wyskoczyl, jednak byla to kapiel w cieplych barwach zachodzacego slonca. Poznym popoludniem bylo tez juz troche chlodniej, jednak srednio temperatura wynosi tu miedzy 10C a 23C.
W drodze powrotnej do Nelson mielismy tez przygode na stacji benzynowej. Prawie stracilismy sufit podczas przejezdzania pod zadaszeniem. Pracowniczka z przerazeniem patrzyla czy jej stacja 'nie pojdzie z hukem'. Musimy o tym caly czas myslec :) .
Poki co, najblizszy plan mamy taki, ze jedziemy ogladac Pancake Rocks w okolicy Westport. Potem zmierzamy przejechac Arthur's Pass i dojechac w poblize Mt Hutt (moze Methven). Tam podobno pada juz snieg.
Bedziemy pisac kiedy tylko bedzie taka mozliwosc. Calujemy Was wszystkich bardzo mocno! Do uslyszenia!!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz