Po nocy pelnej wrazen spedzilismy troche czasu przy sniadaniu. Podstawowe, ktore mozna tu kupic kosztuje ok 5zl i zawiera kawe, dwie bulki oraz maslo i marmolade. W sklepie kupilismy sobie jeszcze mango i awokado, ktore rosna tutaj na drzewach w wioskach. Nabylismy tam rowniez niespotykane u nas owoce Tomba, w smaku przypominajace troche owoc granatu, tylko troche bardziej kwasny. Zrobilismy kanapki na droge i o 9 wsiedlismy w autobus do Arequipy, w ktorej mamy byc okolo 15. Zostanie nam 4 godziny na zwiedzanie miasta, kupno biletow na samolot z Cuzco do Limy (linie StarPeru :) albo tansza wersja - autokar, i o 20.00 wsiadamy w nocny autobus do Cuzco (linia Cruz del Sur). Tam bedziemy jutro o 6.00 rano, polazimy troche po miasteczku i udamy sie do Aguas Callientes. To jest baza wypadowa na Machu Picchu. Planujemy dostac sie tam nastepnego dnia z skoro swit, aby potem wrocic prosto do Cuzco. Stamtad do Limy a potem do Huaraz. Granice z Ekwadorem przekroczymy mniej wiecej 16 maja - tak wychodzi to z naszych zalozen. Co do dzisiejszego dnia oczywiscie droga z Cabanacondy do Arequipy rowniez nie obyla sie bez emocji, gdy nasz zdezelowany pojazd zlapal gume na kretych gorskich drogach. Nabawilismy sie troche strachu ale wszystko dobrze sie skonczylo.
Przed nami troche czasu w Arequipie - miescie nad ktorym wznosi sie majestatyczny wulkan Chichini i dosc wysoki szczyt Pichu Pichu, i ktore ogromnie nam sie podoba. Arequipa zwana tez jest bialym miastem - z powodu koloru kolnialnych budynkow, ktorych jest tutaj chyba najwiecej jesli chodzi o peruwianskie miasta. W zachodzacym sloncu biel murow pieknie odbija pelna palete kolorow - od zoltego po purpurowy. Arequipa tez sprawia wrazenie najbardziej turystycznego miasta ze wszystkich, w ktorych bylismy.
sobota, 7 maja 2011
W drodze: Arequipa
5.05
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz