Dobrze ze bylismy pol godziny wczesniej na dworcu, bo tym razem autobus odjechal 15 minut wczesniej. Droga przypominala ta z dnia poprzedniego, tylko bylo jasno. Czasami przejezdzalismy przez odcinki, ktore oznakowane byly jako osuwiska ziemi. Pol metra od brzegu drogi widac bylo ladne krajobrazy ;)
Po 3h jazdy poludniowa krawedzia kanionu Colca znalezlismy sie w Cabanaconde - malej wsi, z ktorej prowadzi szlak na dno kanionu.
Po sniadaniu zostawilismy nasze rzeczy w hoteliku i kolo 10.00 rano rozpoczelismy zejscie stromym szlakiem na sam dol kanionu (1100 metrow roznicy poziomow) do oazy Sangalle.
Slonce prazylo niemilosiernie i 2h zejscie bardzo nas wyczerpalo. Jednak bylo warto sie meczyc, bo oaza okazala sie bajkowym miejscem. Mnostwo zieleni, palmy i turkusowe baseny z woda z przeplywajacej przez kanion rzeki Colca. Niesamowite miejsce - w gorze osniezone wierzcholki gorskie, a na dole tropik! Odpoczywalismy sobie w cieniu, Piotr plywal w baseniku z malym wodospadem. Spedzilismy rajskie 2h i postanowilismy wracac, gdyz na niebie pojawily sie ciemne chmury i zaczelo lekko siapic.
Cieszylismy sie, ze nie musimy wchodzic w sloncu, bo byloby to meczarnia! Droga na gore zajela nam niecale 3 godziny. Odglosy zblizajacej sie burzy sprawily, ze nie robilismy dlugich postojow na podziwianie widokow. Kiedy doszlismy do hotelu bylismy dosc zmeczeni, takze poszlismy szybko spac - kolo 19.
Spalismy sobie smacznie, ale tylko do 3.30. Wtedy ze snu wyrwalo nas dziwne uczucie, ktorego nigdy wczesniej nie doswiadczylismy. Caly dom, nasze lozko - wszystko sie trzeslo! Po 5 sekundach chwila przerwy i powtorka! Instynktownie zlapalismy latarke, telefon, cieple ubrania i blyskawicznie wybieglismy na dwor jeszcze w bieliznie. Postalismy 10 minut na zewnatrz, a kiedy wygladalo na to, ze to koniec trzesienia wrocilismy do naszego pokoju. Trzeba przyznac, ze nie bylo to mile przezycie i troche czasu nam zajelo zanim znowu usnelismy. Rano dowiedzielismy sie, ze dla Cabanacondy trzesienia nie sa tak niebezpieczne jak dla Arequipy (ze wzgledu na inne podloze) i dlatego lokalesi nawet nie wyszli na dwor w nocy bo takie zdarzenia sa dla nich na porzadku dziennym. Nawet rano przy sniadaniu bacznie przysluchiwalismy sie wiadomosciom, ale one nic nie zarejestrowaly.
piątek, 6 maja 2011
Kanion Colca, rajska oaza i nasz wstrzasajacy pierwszy raz
4.05
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz