piątek, 1 kwietnia 2011

Powrot do cywilizacji

29.03

Dzisiejsza noc troche przypominala wczorajsza. Wialo o polowe slabiej i tylko do 3 nad ranem. Spalismy bardzo dobrze - po raz kolejny wychwalalismy nasze spiwory, w ktorych musimy sie rozbierac bo jest nam za cieplo.
Pobudka o godzinie 8 z minutami (po 11h snu :) i postanawiamy zjesc sniadanie. Rzut oka na niebo i sprawa staje sie jasna - zanosi sie na deszcz. Jedzac zwijamy namiot i pakujemy plecaki. Juz wtedy zaczelo lekko siapic. Kiedy skonczylismy deszcz lal juz calkiem mocno. Rozpoczelismy zejscie na dol. Po ok. 2h przeprawy przez blotnisty szlak znalezlismy sie w dolinie. Tam, przetarlo sie niebo i przestalo padac. Znalezlismy sie nad urocza rzeczka, przy ktorej w promieniach slonca rozkoszowalismy sie widokami kolejne poltorej godzinki. Wcale nie chcial nam sie wracac do miasta...
Droga powrotna do Ushuaii wiedzie przez las, w ktorym jest mnostwo dzikich psow.Poprosilismy tubylca o podwozke i dotarlismy bezpiecznie do hostelu. Po gruntownym umyciu (heh, w ostatnim czasie z powodu przenikliwego zimna nie zdejmowalismy nawet czapek z glow przez ponad dobe) popedzilismy w poszukiwaniu restauracji, w ktorej serwuja owoce morza (celem byl krab krolewski ;), co mialo byc nasza nagroda za pierwszy udany treking.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz