Pogoda tutaj ma to do siebie, ze zmienia sie w sekunde - mielismy miec ladne slonce, a zamiast tego mamy sztorm.
Po przebudzeniu udalo mi sie wziac prysznic i dojsc do pokoju lekarza jeden poklad wyzej. Zdarzylem krzyknac 'good morning' i lecialem spowrotem na dol, zeby jak najszybciej znalezc sie w swojej koji. Nasz armenski lekarz zniosl mi kropelki na chorobe morska i powiedzial jak je stosowac. Od 5 rano czujemy sie jak na kolejce gorskiej. Buja konkretnie - tym razem Drake nie jest dla nas tak laskawy... Zbliza sie 12.30 i zaraz sprobuje podniesc sie po raz drugi dzisiaj, bo obiad czeka!
Tym razem bylo troche lepiej i nawet udalo mi sie cos przekasic. Po kolejnej drzemce poczulem sie na tyle dobrze, ze poszlismy na wyklad o historii polowan na wieloryby. Uff co za ulga. Wieczorem zaczalem pierwsze przygotowania tras trekkingow na najblizsze dni.
Wychodzi na to, ze wieksza czesc kwietnia spedzimy w parkach narodowych poludniowej Patagonii. Zeby tylko pogoda byla w miare znosna...
sobota, 26 marca 2011
W drodze do Ushuaii dzien II
23.03
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz