sobota, 26 marca 2011

Paradise Bay i awaria statku

22.03

Wczorajszy plan okazal sie strzalem w 10. Obudzilismy sie dzisiaj wypoczeci i w super formie, takze nie zmierzila nas pobudka o godz 6 rano. Od razu polecielismy na deck, gdzie po porcji oslodzonego kakao wyskoczylismy na poranna gimnastyke w mroznym antarktcznym powietrzu! To miejsce ma niepowtarzalny klimat. Ogromona ilosc lodowcow schodzacych do morza z okolicznych wierzcholkow - tak w skrocie mozna by opisac przesmyki i kanaly (pomiedzy polwyspem a wyspami) w ktore zabierali nas dzisiaj nasi kapitanowie.
O 9 po sniadaniu pojechalismy na przejazdzke na pontonach do Rajskiej Zatoki (Paradise Bay). Tam w otoczeniu ogromnych serakow chylacych sie do wody na przestrzeni kilku kilometrow (z kazdej strony, bo to wkoncu zatoka :) plywalismy na pontonach. Po raz kolejny zaniemowilismy z zachwytu! Troche przemarzlismy, bo zbyt duze obciazenie dziobu pontonu spowodowalo, ze cala podloga tonela w wodzie.
Potm znowu postawilismy stopy na ziemi Antarktydy, w miejscu w ktorym miesci sie argentynska letnia baza (Stacja Browna) . W obecnym czasie jest ona juz opuszczona. Krotki spacerek na wzgorze pozwolil nam popatrzec na to miejsce z ladnej perspektwy.
Po powrocie na statek czekal juz na nas przygotowany wczesniej grill. Pyszne kielbaski!
Teraz siedzimy w salonie czekajac na popoludniowa przejazdzke na pontonach i nagle dowiedzielismy sie, ze jeden z silnikow statku przestal pracowac z powodu awarii przekladni. Oznacza to dla nas wczesniejszy powrot do domu. Wlasciwie w tej chwili skonczyla sie dla nas ta wycieczka. Zaczynamy powrot do portu. Sytuacja jest na tyle niebezpieczna, ze na 26 zapowiadana jest kiepska pogoda w ciesninie Drake'a. Troche to kiepska perspektywa dla nas, ale trudno - take rzeczy sie zdarzaja.
Wlasnie zaczelo znowu bujac bo przechodzimy przez mini Drake'a czyli ciesnine Bransfield. Wracamy w mozliwie jak najprostrzej linii do kanalu Beagle gdzie statek bedzie bezpieczny.
W momencie ogloszenia informacji o awarii powiedziano nam, ze podjeto dzialania naprawcze, jednak my podejrzewalismy juz wczesniej, ze organizator nie bedzie chcial brac odpowiedzialnosci za 65 osob na pokladzie i bedziemy jak najszybciej szukac bezpiecznego schronienia.
I tak zgodnie z planem zaczelismy wracac na polnoc juz wczoraj wieczorem. Przed nami mialy byc jeszcze 2 dni spedzone na plywaniu i chodzeniu po okolicznych wyspach. To co mielismy zobaczyc udalo nam sie z nawiazka. Jestesmy syci Antarktdy (na tyle ile byl to mozliwe).

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz