Ciezko sie dzisiaj wstawalo (szczegolnie po wczorajszej baraninie na kolacje ;). Pierwsza mysla, ktora przeszla przez nasze glowy, to ze nie chcemy stad wracac! Przyzwyczailismy sie do zycia na statku, a moze bardziej do otaczajacych nas widokow, ktore powoduja ze kazdy dzien jest wspanialym przezyciem.
Wyspy Argentynskie byly naszym pierwszym celem dzisiaj. Od rana na zewnatrz panowala idealna pogoda. Niebo prawie bezchmurne i bardzo cieplo jak na to miejsce. Po przybyciu na wyspe o nazwie Petermann (polozona w pld kocu Kanalu Lemaire'a) zrobilismy 2 krotkie wedrowki na okoliczne wzniesienia, ktore byly bardzo dobrymi punktami widokowymi na Polwysep Antarktyczny. W czystym powietrzu widocznosc byla doskonala. Calosc wraz z ciesninami, lodowcami i wysokimi szczytami w tle stanowila przepiekny obraz.
Naszym drugim miejscem docelowym byla ukrainska stacja badawcza Vernadsky. Wczesniej nalezala do brytyjczykow i od 1985 roku miesci sie w niej Aparat Dobsona, ktory mierzy grubosc warstwy ozonowej. Oprocz pomiarow meteorolgicznych prowadzone sa tam rowniez badania hydrologiczne (widzielismy wykres fali tsunami, ktora dotarla tutaj po 20h i miala 1m wysokosci) oraz badania jonosfery, ktorej ruchy zaklocaja dzialania satelit (systemu gps), co jest bardzo wazne dla lotnictwa. Ukrainscy naukowcy po roku pracy, za 8 dni wracaja do domu (oprocz lekarza on siedzi tu 2 lata), a na ich miejsce przyjezdzaja nowi.
Bardzo blisko, na sasiedniej wysepce (Winter Island) miesci sie Wordie House, w ktorym zalozone zostalo pierwsze obserwatorium meteorologiczne przez jednego z uczestnikow wyprawy Shackletone'a - Jamesa Wordie. Teraz miesci sie tam swego rodzaju muzeum, gdzie mozna zobaczyc jak ludzie zyli w tym miejscu. Nam najbardziej utkwila w pamieci ksiazka kucharska (Fid to Fit), w ktorej bylo ponad 200 przepisow potraw z pingwina, mewy czy foki (od mozdzkow, przez pasztety, flaczki itd).
Po powrocie na statek poszlismy na najwyzszy poklad dalej rozkoszowac sie widokami (srednio robimy tutaj ponad 100 zdjec dziennie). Z pierwszym od dawna piwkiem w reku patrzylismy na zachodzace slonce...
Zrezygnowalismy dzis ze wspolnej kolacji, ktora podaja na tyle pozno, ze wszyscy chwile po niej klada sie spac. Porcje jedzeniowe sa ogromne, a desery takie ze az trudno sobie odmowic.
sobota, 26 marca 2011
Petermann's Island i stacja Vernadsky
21.03
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz