środa, 29 czerwca 2011

Wanaka

25-28.06

W sobote (25.06)z samego rana pojechalismy do najblizszego 'campervan parku' zeby zrobic wyczekane pranie i wziac goracy prysznic. Dostalismy miejsce z przepieknym widokiem na jezioro i otaczajace je gory. Od razu poszlismy pobiegac wzdluz lewego brzegu jeziora. Bylo przepieknie - natura doskonala w swojej istocie, roznorodna i pelna barw. Mielismy oromne szczescie, ze przez ostatnie dni mielismy piekna, sloneczna pogode. Bylo niestety troche zimno bo ok 5C a i tak wszyscy placza, ze zima sie tu opoznia.
Wanaka to miasto snowboarder'ow. Na kazdym kroku sa ogromne sklepy z ciuchami skate'owymi. Wszyscy mlodzi ludzie jezdza na deskorolkach, sa ubrani w najnowsze kolekcje Burtona, Analoga, Vansa czy innych top'owych marek. No i wszyscy czekaja na snieg... W radiu juz nawet wyspiewuja prosby do Boga, bo tu mroz trzyma, sniegu wciaz nie ma i interes sie nie kreci. Nasze marzenie o HeliSnowboardingu takze oddala sie z kazdym bezchmurnym dniem. Zreszta Nowa Zelandia to niezaprzeczalne krolestwo snowboardingu wykonywanego za pomoca helikoptera. Przypuszczamy, ze na poludniowej wyspie ilosc maszyn latajacych (helikopterow, samolotow, szybowcow, paralotni itd) na jednego mieszkanca jest najwieksza na swiecie. Tu zjezdzaja najwieksze gwiazdy filmow snowboardowych, zeby krecic ujecia w dziewiczym terenie. Gdy na polkuli polnocnej zaczyna sie lato, tu zaczyna sie zima i mozna szusowac na desce okragly rok.
My trafilismy na poludniowa wyspe Nowej Zelandii podczas cudownej zloto-czerwonej jesieni. Przez pierwsze dwa dni w Wanaka robilismy 'wycieczki biegowe' wzdluz jeziora. W ten sposob mozna najlepiej doswiadczyc tego miejsca. Pobieglismy znacznie dalej, niz gdybysmy mieli isc na piechote i dzieki temu zobaczylismy znacznie wiecej. Zreszta tego rodzaju ruch jest tu bardzo popularny: zarowno jazda na rowerach, deskorolkach czy hulajnogach. Sciezki sa tu doskonale przygotowane, co kilometr sa czysciutkie toalety publiczne oraz punkty wody pitnej. Podczas biegu mijalismy mnostwo ludzi, ktorzy tak jak my chcieli sie troche poruszac w weekendowy poranek i kazdy z nich, z usmiechem na twarzy wital sie z nami.
Patrzylismy na to miasto z lekkim zalem, ze zyje im sie w tym kraju tak dobrze, ze wszyscy ciesza sie kazdym dniem, ze sa usmiechnieci, bardzo kulturalni i zawsze chetni do pomocy. Nigdzie sie nie spiesza, celebruja swoje zycie robiac to co lubia. Wanaka slynie z wlasnie ze stylu zycia w calej Nowej Zelandii.
Chociaz widzimy tez jak bardzo WSZYSCY nowozelandczycy pielegnuja swoj kraj, kochaja go, sa z niego dumni i dbaja o niego. I tu dostrzec mozna ogromna roznice miedzy Nowa Zelandia, a naszym krajem. Ich poczucie wsponoty narodowej jest wszechobecne, a nie tak jak u nas aktywuje sie kiedy skacze Malysz ;)Tutaj kazdy dba o czystosc miejsc publicznych - wszedzie! Jest malo samochodow, taksowki tez nie jezdza zbyt licznie, bo wszedzie mozna i warto pojechac rowerem. Na kazdym kroku, kazdy widok zapiera dech w piersiach, a powietrze jest tak czyste jak chyba nigdzie indziej na ziemi. Wzdluz jeziora, miasta stoi mnostwo drewnianych lawek ze stolami przy ktorych mozna piknikowac i naprawde, nie widzielismy jeszcze ani jednej zniszczonej. Tak samo sprawa ma sie z tzw 'recreation area' czyli malymi parkam pelnymi stacjonarnego sprzetu do gimnastyki. Takie miejsca sa w kazdym maisteczku i sa ogolnodostepne.
Przedwczoraj (26.06) spedzilismy leniwe popoludnie wpatrujac sie w zachodzace slonce z okien naszego 'motorhome'a'. Wczoraj zas (27.06) wybralismy sie na treking na pobliski szczyt Roys Peak (1581m.n.p.m) z ktorego mielismy doskonala panorame na jezioro i odlegle szczyty. Zmeczeni postanowilismy zostac w Wanaka jeszcze jedna noc.
Dzis (28.06) musielismy sie pozegnac z miejscem, w ktorym tak naprawde moglibysmy zamieszkac (nawet widzielismy ogloszenia biur, ktore pomagaja dostac obywatelstwo ;). Nie da sie ukryc, ze tu czujemy sie jak w raju, jak w miejscu z naszych marzen! Pora jednak zobaczyc kolejne miejsca na mapie. Tym razem jedziemy w strone Fiordland'u, po drodze zatrzymujac sie w Te Anau. Stolica fiordow jest Milford Sound, czyli wioska z ktorej wyrusza sie na rozne cruisy, kajaki, widokowe loty samolotem czy chodzi na kilkudniowe trekingi. My chcemy wypozyczyc kajaczki i przeplynac sie pod tymi majestatycznymi fiordami. Potem dla odmiany jakis treking i jedziemy do Bluff na samo poludnie wyspy sprobowac jednych w swoim rodzaju tutejszych ostryg, a potem do Dunedin - do fabryki czekolady Cadbury, ktora palaszujemy tutaj na kilogramy (wkoncu jestesmy dosc aktywni, no nie? ;)
Nastepnie ruszymy spowrotem na polnoc, aby zobaczyc (jezeli pogoda na to pozwoli) Mt Cook. A jezeli spadnie snieg - moze uda nam sie wrzucic deske na nogi i polatac po swiezym puchu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz