sobota, 18 czerwca 2011

Gejzery w Orakeikorako

13.06

Na dlugo przed wschodem slonca zjedlismy lekki posilek i poszlismy pobiegac. Rzeski wiatr od jeziora dmuchal w nas podczas calego treningu. Bylo dosc zimno - ok 6C. Kiedy wzeszlo slonce odkrylo sie przed nami piekno tego miejsca (wiemy, ze to slowo coraz czesciej sie powtarza, ale brak slow aby opisac nasz zachwyt i radosc, ze mamy mozliwosc przebywac w tym tak bogatym scenicznie kraju). Bieglismy wzdluz jeziora o przezroczystej wodzie. Rownolegle z nami, po wodnej tafli dryfowaly czarne labedzie i kilkadziesiat czarnych kaczek, ktore bezradnie uczyly sie latac... Po drugiej stronie sciezki, tuz za gigantycznymi drzewami rozposcieral sie teren do gry w golfa - jednej z najbardziej popularnych tutaj dyscyplin sportu (obok rugby). Poswiecilismy troche czasu na trening na powietrzu i wrocilismy na sniadanie - tym razem o wlasciwej porze - 9.00 rano.
Poniewaz ten kraj nie jest duzy i kolejne atrakcje (a jest ich wiele o czym napiszemy pozniej) nie sa od siebie bardzo oddalone, postanowilismy zwiedzac jak najwiecej sie da. Poswiecamy duzo czasu na przegladanie 'guide'ow' i decydujemy z czego musimy rezygnowac (bo warto tak naprawde zobaczyc tu wszystko).
Pierwszym miejscem jakie dzis odwiedzilismy to park Kiwi. Kiwi to takie male zwierzatko (wielkosci kury), a wlasciwie ptaszek ktory nie ma ogonka, ani skrzydelek i jest narodowym symbolem Nowej Zelandii. Ma bardzo dlugi dziubek i nim wlasnie wygrzebuje robaczki z ziemi. Bylo to kolejne miejsce, ktore moglismy ogladac, a nie moglismy robic zdjec. Dlatego mamy jedynie zdjecie wypchanego Kiwi z wystawy. Potem w ramach biletu wstepu przeszlismy caly park pelen kolorowych ptakow, wielkich na metr pstragow i zielonych gekonow. Jako ciekawostka - mozna bylo zobaczyc tu biale labedzie (tak, tak, te same co u nas w Polsce). Naleza tutaj do zadkosci i sa pod szczegolna ochrona. Wszyscy sie nimi zachwycali i robili im zdjecia, bo tutaj wystepuja naturalnie jedynie czarne labedzie z czerwonym upierzeniem na czubku glowy.
Stamtad pojechalismy nad najbadziej okazale gorace zrodla na polnocnej wyspie. Nazywaja sie Orakeikorako . Tutaj, posrod bujnej zieleni, wsrod drzew (jedne przypominaja palmy a inne brzozy), mchu i paproci wyplywa z gejzerow - blotna lawa w bialym kolorze. W tym miejscu oprocz mieszanki wrazen z dyszacych wulkanicznych otworow i duszacego siarkowego zapachu, mozna jeszcze pogubic sie w grze kolorow otaczajacych krajobrazow. Wszystko to bedziecie mogli obejrzec na zdjeciach, ktorych poszlo tu ponad 300!
Miejsce bylo tak magiczne a parking swietnie polozony, ze postanowilismy zostac tu na noc. Przygotowalismy kolacje pelna warzyw, z winkiem i ustawilismy naszego kampera w kierunku niepowtarzalnego widoku. Tak, az do zmroku spedzilismy ten kolejny, wyjatkowy wieczor. Teraz dochodzi 19.00, zmeczenie powoli dopada, pora wiec spac...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz