W przeciwienstwie do wielu osob tutaj, bardzo dobrze nam sie spi - srednio po 10-11 godzin. Pogoda podczas przejscia Drake'a byla dla nas wyjatkowo laskawa i tylko w polowie drogi troche nas pobujalo (troche oznacza przechyly ok 20-30 stopni ;) - wszystko lezy na podlodze). Nie mamy problemu z choroba morska i nie bierzemy tabletek przeciwko tej przypadlosci.
Bylismy dzis na mostku kapitanskim, gdzie moglismy popatrzec jak odbywa sie nawigowanie okretem. Bomba! Teraz bedziemy tam stalymi bywalcami, bo na tym statku jest polityka otwartych drzwi, co oznacza, ze mozemy wejsc na mostek o kazdej porze, wziac lornetke i popatrzyc na horyzont :).
O 14.00 mielismy obowiazkowa odprawe dotyczaca procedury zejscia na lad, bo okazalo sie, ze kolo godziny 5 po poludniu przybijemy do Wysp Szetlandzkich i bedziemy mogli pospacerowac po jednej z nich (Wyspa Roberta). Dostalismy w tym celu specjalne gumowe kalosze ktore trzeba czyscic w specjalnych basenikach z woda przed i po spacerze aby nie przenosic bakterii. Przeprawa na pontonach (zodiaki) przez wzburzone morze (prady sa tu niesamowicie silne) dostarczyla nam prawie tyle wrazen co ta pod wodospadami Iguazu. Grubo ubrani (i tak wymarzlismy strasznie, bo nagle zmienila sie pogoda i zacinalo mocno sniegiem) spacerowalismy wsrod pingwinow i fok. Tutejsze zwierzeta jednak nie sa dla nas tak wielka atrakcja. Najwieksze wrazenie robia na nas widoki. Osniezone wierzcholki, schodzace do wody lodowce, ciemny blekit morza i wszechobecna cisza to najbardziej rusza nasze serca. A to dopiero poczatek, gdyz dzisiaj w nocy kolo godziny 2 bedziemy przeplywac wsrod pierwszych gor lodowych... Od jutra bedziemy codziennie dwukrotnie schodzic na Polwysep Antarktyczny - najpierw rano tuz po sniadaniu a potem popoludniu, po lunchu.
sobota, 26 marca 2011
Wyspy Szetlandzkie
19.03
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz