poniedziałek, 28 lutego 2011

Witamy w Rio!

Drugi dzien w samolocie...Jeszcze kilka godzin i wyladujemy w Rio. Wreszcie mamy czas, mozemy zwolnic...Zastanawiamy sie jaka bedzie ta podroz, co nam przyniesie. Z jakim nastawieniem powinnismy ja przezywac. Na razie jestesmy bialymi kartami, ktore z czasem bede sie wypelnialy przezyciami, dzieki ktorym zmieni sie nasze postrzeganie swiata i zycia. To jest odpowiedz na pytanie dlaczego podrozujemy.
Koncowka 9 godzinnego lotu tak nas wymeczyla, ze zgodnie stwierdzilismy, ze chcemy spowrotem do domu :)
Po dluzszym oczekiwaniu na bagaz, zalatwilismy taksowke i pomknelismy do Hotel Mango Mango. Okolica dzielnic Santa Teresa, w ktorej mieszkamy, troche rozni sie od Ipanemy. Mniej wiecej tak jak Zabkowska na Pradze rozni sie od Zoliborza. Stad mamy blisko do Sambodromu i jadac juz widzielismy proby i mase ludzi w poblizu. Widzielismy takze jak policja strzelala z pistoletu maszynowego do rzezimieszkow. Witamy w Rio!
Po zapaleniu swiatla w naszym pokoju przez pania recepcjonistke zbudzilismy slodko spiacego na poscieli wielkiego (5cm bez wasow) karalucha. Byl szybki, ale skonczyl zywot po 10 sekundach pod klapkiem tejze pani...

Chcemy do domu! ;)

1 komentarz:

  1. karaluszka takiego maleńkiego tak zamordować;)
    na lunch trzeba go było zostawić ;)

    OdpowiedzUsuń