Koncowka 9 godzinnego lotu tak nas wymeczyla, ze zgodnie stwierdzilismy, ze chcemy spowrotem do domu :)
Po dluzszym oczekiwaniu na bagaz, zalatwilismy taksowke i pomknelismy do Hotel Mango Mango. Okolica dzielnic Santa Teresa, w ktorej mieszkamy, troche rozni sie od Ipanemy. Mniej wiecej tak jak Zabkowska na Pradze rozni sie od Zoliborza. Stad mamy blisko do Sambodromu i jadac juz widzielismy proby i mase ludzi w poblizu. Widzielismy takze jak policja strzelala z pistoletu maszynowego do rzezimieszkow. Witamy w Rio!
Po zapaleniu swiatla w naszym pokoju przez pania recepcjonistke zbudzilismy slodko spiacego na poscieli wielkiego (5cm bez wasow) karalucha. Byl szybki, ale skonczyl zywot po 10 sekundach pod klapkiem tejze pani...
Chcemy do domu! ;)

karaluszka takiego maleńkiego tak zamordować;)
OdpowiedzUsuńna lunch trzeba go było zostawić ;)