Po przylocie do Sydney zainstalowalismy sie u znanego nam juz hindusa, ktory odkryl przed nami swoje prawdziwe oblicze. Poprzednim razem bylo tam juz dosc brudno, lecz tym razem przekroczylo to juz granice dobrego smaku, nie mowiac juz o towarzystwie wszelkiego robactwa. Ale nie to jest najwazniejsze. Srodowy wieczor spedzilismy w Opera House na sztuce Puccini'ego - La Boheme. Przenieslismy sie w swiat bajki o wielkiej, lecz tragicznej milosci (cos w rodzaju 'Romeo i Julia' :). Bylo to wydarzenie jedyne w swoim rodzaju ze wzgledu na scenografie, doskonala gre aktorska i wokal. Potem do poznej nocy siedzielismy na murku przy operze sluchajac jazzu na zywo i chlonelismy te wyjatkowe chwile z widokiem na imponujace downtown i zatoke. To miejsce jest naprawde 'filmowe'...
Czwartek takze spedzilismy w centrum, ale rowniez troche posiedzielismy przed komputerem probujac rozplanowac ostatnie tygodnie naszej podrozy... Chytry hindus zablokowal kilka stron tak, ze nie moglismy wrzucic obiecanych zdjec z nurkowan na rafie... Wiele rzeczy nie udalo nam sie zrobic.
Wieczorem dotarlismy na lotnisko. O 22.00 wsiedlismy do najwiekszego Beinga 747-400 czyli powszechnie znanego JumboJeta. Samolot byl ogromny jak wielki hotel! Dostalismy menu i pyszne jedzonko oraz szampana aby uczcic nadchodzaca zmiane. Po 9,5h wyladowalismy w Tokio na lotnisku Narita, skad pociagiem przetransportowalismy sie do odleglego o 1,5h drogi - centrum. Zgrabnie wydostalismy sie ze stacji i wraz ze skserowana mini mapka dotarlismy do hotelu. Mimo, ze zadko mozna zobaczyc nasze europejskie cyfry i litery, udalo sie to latwiej niz sie spodziewalismy.
Dostalismy malutki pokoik z dwupietrowym lozkiem, rzucilismy na ziemie nasze ciezkie plecaki i poszlismy w poszukiwaniu prawdziwego... Sushi..!
Nasluchalismy sie duzo, ze miasto jest straszliwie zatloczone jednak na nasze szczescie tak nie bylo. Bylo za to niemilosiernie goraco... Polazilismy chwile po ulicach przygladajac sie wszystkiemu. Ludzie sa mili, nie spiesza sie zbytnio. Nie ma halasu a chodniki sa czysciutkie. Nie smierdzi tak jak w Chinach. Dlugo szukalismy jedzenia, glownie z tego powodu ze w zadnej z knajp nie bylo menu w postaci zdjec. Inaczej nie wiadomo co, gdzie mozna zjesc. Ucieszylo nas bardzo, ze ceny sa tu dwukrotnie nizsze niz w Australii, czasem nawet jeszcze wiecej. Np pol litrowa butelka Coca Coli tam kosztowala 12zl, tutaj - ok 4,5zl. Dzieki zdjeciom rozpoznalismy duza restauracje sushi, w ktorej zasiedlismy do stolu. Na poczatek dostalismy prawdziwa zielona herbate z ryzem. Na 'chybil trafil' wybralismy dwa zestawy z aromatyczna zupka miso, sciete na parze zmiksowane jajko z krewetka, miska ryzu i sashimi. Spodziewalismy sie troche wiecej ryby, a mniej ryzu ale to dopiero pierwsza nasza wizyta w 'susharni' - nastepnym razem juz sie nauczymy ;)
Zmeczeni po calonocnym locie wpadlismy na chwile do supermarketu aby kupic cos na sniadanie. Niestety na polkach nie ma czegos takiego jak platki sniadaniowe czy mleko uht. Jest za to szeroki wybor ryzu, makaronu ryzowego i sojowego oraz zupek typu chinskich. Pozostawilismy sobie ten trudny wybor na pozniej i poszlismy do naszego Ninja Hostelu na krotka dzemke...
Po poludniu wrocilismy do tej samej knajpki, tym razem na zestaw z samej swiezej ryby. Do tego zamowilismy po swiezym, lanym japonskim piwie Asahi. Ryba byla pyszna, chuda z dodatkiem swiezego chrzanu Wasabi ktore smakowalo zupelnie inaczej niz to wyciskane u nas z tubki. Przygladalismy sie ludziom ktore powoli kosztowali kazdy kawalek sushi, bez pospiechu, zupelnie inaczej niz my. Tutaj sushi jest sztuka, a kucharze ktorzy je przygotowuja robia na talerzu istne arcydzielo. Kazdy gosc w restauracji spedzal nad talerzem duzo czasu celebrujac swoj posilek... Japonczycy sa bardzo spokojnym i niezwykle uprzejmym narodem i widac to od samego poczatku, gdy wsiedlismy w samolot z Australii. Wieczor spedzilismy siedzac na murku nad rzeka przecinajaca miasto patrzac w niebo, w oswietlone budynki pelne japonskich znakow i obserwujac przeplywajace lodzie w ktorych japonczycy przebrani w kimona jedli tradycyjne posilki.
Bardzo nam sie tu podoba!!!
sobota, 6 sierpnia 2011
Pozegnanie z Sydney; witamy w Japonii!
3-5.08
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)






Brak komentarzy:
Prześlij komentarz