czwartek, 2 czerwca 2011

Galapagos cd

1.06

Dzis udalo nam sie zmobilizowac na kolejna wycieczke po wyspach Galapagos. Bylismy na najwiekszej ze wszystkich - na Isla Isabela. Podobnie jak ostatnio spedzilismy dwie godziny tluczac sie po falach w wielkiej motorowie. Wraz z wejsciem na wyspe zaczelismy gonitwe po atrakcjach - jak to robi sie zwykle podczas jednodniowych wycieczek. Wszystko szybko. Prawie wbieglismy na drugi najwiekszy na swiecie aktywny wulkan, ktorego krater ma ponad 10km srednicy (najwiekszy jest podobno w Tanzanii :). Mielismy chwile czasu zeby sie mu przyjzec. Rzecz naprawde warta obejrzenia. Wyglada jak wielkie, czarne od lawy, jezioro otoczone soczyscie zielonymi wzniesieniami. Chwile pozniej juz schodzilismy do naszego busiku, ktory zawiozl nas do wylegarni zolwi. W tym miejscu rozmnazaja sie te slynne wielkie zolwie. Tutaj tez wykluwaja sie i dorastaja. Ze wzgledu na ochrone gatunku, jest to dla nich najbezpieczniejsze miejsce. Nastepne miejsce to jezioro flamingow. Jest to malutkie slone jeziorko pelne krewetek, ktore zywia sie czerwonym planktonem. Stad obecnosc ptakow, ktore dzieki temu malemu, jakze zdrowego pozywieniu przybieraja niewiarygodnie rozowe ubarwienie. Po szybkim lunchu moglismy udac sie na snorkling, ale po wczorajszej kapieli slonecznej wystarczy nam juz wystawiania sie na sloneczko, poki co.
Jutro chcemy umowic sie w koncu na scubadiving (nurkowanie z butla). Jest z tym troche klopotu, bo najlepsze agencje maja wszystko pobukowane, a pozostale sypia ceny jak z kosmosu. Do tego bardzo czesto sa klopoty z morzem. Raz sa bardzo mocne prady ktore utrudniaja utrzymanie sie w wodzie na stalym poziomie, raz woda jest metna od plywajacych glonow i planktonu. Juz kilka razy bylismy umowieni na nurkowanie, ale za kazdym razem cos nie wychodzilo. Najlepsze miejsce zostalo odwolane bo rozbil sie jakis statek o skaly i strefa musiala byc oczyszczona zanim dotra inni turysci. Jednak wciaz mimo przeciwnosci wierzymy, ze uda nam sie tu jeszcze ponurkowac z rekinami i pingwinami.
Galapagos jest wymarzonym miejscem na wypoczynek. Jest cieplutko, sa wielkie piaszczyste plaze i cudownie cieplutkie morze. Fale sa doskonale do surfingu i rownie rewelacyjne do zabawy w wodzie. Az nie chce sie z niej wychodzic! I fakt, ze na kazda plaze idzie sie szlakiem wsrod egzotycznej zieleni pelnej kolorowych zwierzat. Na Tortuga Bay (plaza na ktorej niegdys gniezdzily sie zolwie) na bialym piasku usypane sa czarne skaly powulkaniczne. Na nich skupiaja sie kolonie czerwonych krabow. Obok nich spaceruja czarne iguany a dalej przeskakuja z kamienia na kamien pelikany i inne dziwne ptaszyska. Do wszystkiech nich mozna podejsc na odleglosc metra, a one sie nie boja...
Pogode mamy raczej w kratke. Zazwyczaj rano pada deszcz, ale popoludnie zawsze jest sloneczne. W ciagu dnia temperatura wynosi ok 30C, wieczorem ok 20C. Przez deszcz jest troche parno i kiepsko sie spi, ale juz niedlugo lecimy do Nowej Zelandii. Tam temperatury beda znacznie nizsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz