niedziela, 15 maja 2011

Flor de Sal - nasze miejsce w Huaraz

14.05

Dzisiaj wieczorem o 22.00 wsiadamy w autobus, ktory ma nas zawiezc do spowrotem do Limy.
Cieszymy sie, ze wreszcie opuscimy Huaraz, bo oprocz otaczajacych to miasto gor nie ma w nim nic ladnego. Nie ma tutaj tez nic ciekawego do roboty.
Jedynym miejscem, ktore na prawde bedziemy mil wspominac z Huaraz jest restauracja Flor de Sal. Zalozona przez hiszpana Luisa z Majorki, ktory przyjechal tu w 2005 roku, prowadzona jest przez niego i jego peruwianska zone Liliane. Ta niesamowicie mila para ujela nas od samego poczatku. Ich otwartosc i goscinnosc sprawila, ze od razu poczulismy sie jak w domu. Serwowali nam dania bedace polaczeniem lokalnej i hiszpanskiej kuchni. Spelniali nasze kazde zachcianki kulinarne, a po zakonczonej uczcie czestowali jeszcze nalewkami wlasnej produkcji (najlepsze jakie pilismy do tej pory!!!). Jesli chodzi o ceny jedzenia to sa one ciut nizsze od polskich, jednak jest tu pewien zwyczaj ktory bardzo nam odpowiada. W godzinach okoloobiadowych podaja tutaj tzw 'menu del dia' za wyjatkowo niska cene. Za 10 zl mamy porzadny obiad z przystawka, ogromna zupa, drugim daniem, deserem i kompotem...
Bedzie nam zal wyjezdzac z Huaraz jedynie ze wzgledu na Luisa, Liliane i ich restauracje. To niesamowici ludzie i cieszymy sie, ze moglismy ich poznac!
Teraz jest godzina 20.00 za 2 godziny wsiadamy do autobusu. Teraz siedzimy na pozegnalnej kolacji we Flor de Sal. Luis przygotowuje specjalne dania dla nas (tutaj zamawiamy to na co mamy ochote, a nie z menu). Przed posilkiem dostalismy po pisco sour (najlepsze jakie pilismy!!). Wyciagnal tez na bar wszystkie butelki z nalewkami. Boimy sie, ze bedziemy musieli sprobowac wszystkich... ;)
Z ostatniej chwili: ledwo zdarzylismy na autobus ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz