Jestesmy w koncu w wyczekanym Buenos Aires. Jednak zmeczenie po calonocnej podrozy autokarem i choroba unieruchomila nas wczoraj w hotelu. Nie mielismy na nic sily. Jedyne co, to wyskoczylismy do knajpki niedaleko i do sklepu. Jedzenie narazie nas nie zachwycilo, ale to byla kwestia lokalu - bardziej kawiarni niz restauracji. Piotr zamowil lomo de strogonov, a dostal schab w mleku kokosowym a Ani kurczak w czosnku to byla piers kury plywajaca w oleistej zupie czosnkowej. Jak na razie jestesmy zgodni, ze kraje te specjalizuja sie glownie w 'postres' czyli w deserach. Ale to musimy sobie rozsadnie dozowac, bo latwo tu o nadmiarowe kilogramy ;-) A przed nami jeszcze proba slynnego argentynskiego steka :-). Ponoc sa tutaj najlepsze na swiecie!
Tak wiec wczoraj sobie odpoczywalismy, a dzisiaj planujemy ruszyc na miasto, polazic troche tu i tam. Jutro moze zajrzymy do jakiejs galerii sztuki i moze tez do teatru. Nie musimy sie spieszyc poniwaz mamy na to 4 dni. Bo... mamy juz wykupione bilety na samolot Ushuaii! Wylot wypada na 17 marca. Tego dnia bedziemy swietowac 25 urodziny Ani. Jest tam dosc chlodno, bo w nocy spada w okolice 0C i pada juz snieg. Ale po ostatnich upalach, juz zacieramy rece na mysl o spaniu w namiocie :-D.
Tu w BA takze jest troche chlodniej. Wczoraj nad miastem przeszla burza a po niej temperaturz spadla z 28C do 21C. Dzis swieci piekne slonce. Zaraz zjemy pyszne owoce na drugie sniadanko (bo u nas wciaz jest 4 godziny do tylu w stosunku do czasu polskiego) i zastanowimy sie jak spedzic dzisiejszy dzien.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz